I tak oto zostałam sama biedna z dwiema wielkimi kakami, łyżeczką dobierając się do mięsisto-glutowatego, mdłego środka i zastanawiając się, czy owoce egzotyczne to jest na pewno to, co lubię najbardziej i czego właśnie teraz mi trzeba... Pewnie, że mają swój urok, ale daleko im do świeżych fig rwanych boso o wschodzie słońca z gałązek wesoło łaskoczących dach namiotu, a jeszcze dalej do chrupiących czereśni i pierwszych papierówek z własnego ogrodu
No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
poniedziałek, 8 listopada 2010
KAKI
I tak oto zostałam sama biedna z dwiema wielkimi kakami, łyżeczką dobierając się do mięsisto-glutowatego, mdłego środka i zastanawiając się, czy owoce egzotyczne to jest na pewno to, co lubię najbardziej i czego właśnie teraz mi trzeba... Pewnie, że mają swój urok, ale daleko im do świeżych fig rwanych boso o wschodzie słońca z gałązek wesoło łaskoczących dach namiotu, a jeszcze dalej do chrupiących czereśni i pierwszych papierówek z własnego ogrodu
niedziela, 7 listopada 2010
BEZWENIE
Dopadło mnie okropne bezwenie twórcze. Chętnie zamieniłabym je na bezwonie. Zapach ciasta, pykającego rosołu, ulubionego żelu pod prysznic doprowadza mnie do szału. Chodzę jak struta. Zawsze to zapach najbardziej pobudzał moja wyobraźnię, to on często sprawiał, że zaczynałam kojarzyć twarze z konkretnymi sytuacjami z przeszłości, miejscami, zdarzeniami, klimatem chwili. Potrafił wprawić mnie w nastrój melancholii lub wręcz milczącego osłupienia. Śmiałam się, że jestem jak wyżeł mogący biec wiele mil z zamkniętymi oczyma, wiedziony cieniutka jak nić babiego lata wonią uciekającej zwierzyny… Finito. Amba. Pozostaje cierpliwie czekać na powrót moich zmysłów do starych parametrów i na powrót... weny.