No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
sobota, 26 listopada 2011
czwartek, 24 listopada 2011
MOJEJ SIS
Ty jedna wiesz, Kochana.
wtorek, 22 listopada 2011
POMALUTKU
Znów rzeczy dzieją się jakby poza mną, gdzieś obok.
Ponieważ nie mam w zwyczaju zwiedzać galerii i centrów handlowych, nastrój świąteczny zaczyna wlewać się do mojej świadomości cieniutkim zielono-purpurowym strumyczkiem, czyli tak jak lubię najbardziej. Dziś na przykład zauważyłam zamontowane przez świąteczne elfy zapewne ozdoby na ulicznych latarniach. Są jeszcze szare i przypominają raczej najeżoną szkłem plątaninę kabli, ale już cieszy mnie myśl o tym, jak efektownie oświetlą miasto w dniu 6 grudnia.
Sztuczne choinki, łańcuchy, aniołki i bombki nie atakują mnie na razie w krzykliwej obfitości ze wszystkich stron i nie wiem, czy to gawiedź miejska poszła wreszcie po rozum do głowy, czy to działa moja nieuświadomiona do końca taktyka omijania strategicznych marketingowo miejsc. Niemniej domowe wieczory zaczyna wypełniać (jakże rzadka!) cisza i skupienie towarzyszące przelewaniu na papier dziecięcych marzeń, przetwarzanych w koślawe słowa, schematy, rysunki i instrukcje.
Ja w tym roku zamierzam poprosić Białobrodego o jedną, długą, pięknie zapakowaną, cichą i spokojną… noc. Taką przespaną od zmierzchu do świtu.
poniedziałek, 7 listopada 2011
środa, 2 listopada 2011
JAKI HALLOWEEN?!
Nie rozumiem zalewającej nas ostatnio zbiorowej fascynacji świętem Halloween. Wkurza mnie niemożebnie. Dlaczego? Dlatego, że kojarzy mi się ze ślepym, bezmyślnym naśladownictwem tego, co obce, a więc, w mniemaniu wielu, lepsze, nowocześniejsze, wartościowsze. Halloween’owa atmosfera w sklepach, pubach, przedszkolach i szkołach, wspaniały pretekst do zabawy, ulepienia potworków z plasteliny, wydrążenia szczerbatego uśmiechu w dyni, przebrania się za maszkarę, upieczenia paskudnie wyglądającego ciasta. Okrzyku „cukierek albo psikus”, choć nie wiadomo, po co. I co dalej? No właśnie problem w tym, że nic. NIC! Powinno się przeprowadzić sondę wśród świętujących, na ile świadomi są swoich poczynań z okazji tego dnia, z jakiego powodu przebierają się za potwory, co wspólnego mają z tradycją Halloween. Sęk w tym, że mieszkając w naszej szerokości geograficznej, nie mają prawa mieć nic wspólnego. Nie mają też prawa oburzać się na sąsiadów zza oceanu, że tak obchodzą dzień przed naszym dniem Wszystkich Świętych, podciągać obu tych świąt pod wspólny mianownik. Pogański Halloween i chrześcijański Dzień Wszystkich Świętych mają ze sobą tyle wspólnego, co wata cukrowa, kolorowe balony, popcorn i kiełbaski z grilla pod cmentarną bramą z pamięcią o zmarłych, zadumą, zniczami i wyciszeniem. Ja wiem, że to znak naszych czasów, ale od nas samych zależy, czy damy się ponieść głupiej modzie, pustemu trendowi. Dlatego całemu halloween’owemu szaleństwu i szkolnemu balowi przebierańców z tej okazji mówię zdecydowane NIE.