No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
sobota, 8 grudnia 2012
środa, 31 października 2012
poniedziałek, 22 października 2012
czwartek, 6 września 2012
PA RUSSKI
środa, 5 września 2012
piątek, 24 sierpnia 2012
OKRUSZKI
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
SWEET SNAIL HOME
Inny widok, inni sąsiedzi - przeważnie przemili ludzie z różnych środowisk, miejsc, przedziałów wiekowych; Duńczycy, Holendrzy, Niemcy, Szwedzi i oczywiście nasi krajanie, a wszystkich łączy jedna pasja - jeżdżenie to tu, to tam, z domem na kółkach. Dla wielu to sposób życia, rodzaj filozofii, dla niektórych odskocznia od codzienności za biurkiem. Radość daje też niezależność - od pogody, od cen, od standardów panujących w pensjonatach, hotelach, letnich apartamentach. Standardy wyznaczasz sobie sam, podobnie jak plan zajęć, pory posiłków a nawet miejsce będące celem wyjazdu. I swoboda od świtu do zmierzchu, o jakiej pisklaki mieszkające w mieście mogą tylko pomarzyć.
piątek, 3 sierpnia 2012
niedziela, 15 lipca 2012
MAŁE JEST PIĘKNE
Proszę Państwa, nowy Forrest Gump nadchodzi.
wtorek, 10 lipca 2012
MĄDROŚĆ
poniedziałek, 2 lipca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
MAGDA P.
czwartek, 21 czerwca 2012
CRADLED IN LOVE
wtorek, 12 czerwca 2012
NIEGODZIWOŚĆ
Dwa miesiące temu dostałam od T. miejski rower. Piękny. Zgrabna, czarna damka, z koszyczkiem i szerokim, skórzanym siodełkiem. Spełnienie moich marzeń. Nie żeby jakiś tam mercedes wśród rowerów, ale też nie składak z Tesco.
Wracałam pieszo do domu i płakałam.
czwartek, 7 czerwca 2012
MIKROCODZIENNOŚĆ
czwartek, 10 maja 2012
DLA DINOZAURÓW
środa, 9 maja 2012
BEZCZASIE
czwartek, 26 kwietnia 2012
DOBRE IDZIE
poniedziałek, 12 marca 2012
KOLEJNY DOWÓD
Dzięki Sis.
środa, 7 marca 2012
KRESKÓWKOWE ODKRYCIE
Kto wie, co otrzymamy po zmieszaniu niepowtarzalnego klimatu z „Wilka i Zająca”, genialnego humoru sytuacyjnego z „Sąsiadów” i doskonałej animacji na poziomie dzieł Pixar Animation Studios? Przy czym jestem w stanie zapomnieć o Bożym świecie, zwyrodnieć i wyzbyć się wyrzutów sumienia? Odpuścić rodzicielską cenzurę dwu parom ślepi wbitych w monitor i łykać razem z nimi odcinek za odcinkiem mierząc czas ilością obejrzanych sezonów?
Wreszcie znalazłam alternatywę dla ciężkostrawnego, absurdalnego i ogłupiającego animowanego fastfoodu, za który uważam produkcje typu Spongebob, Flapjack i znakomitą resztę, przez którą sukcesywnie i konsekwentnie staję się Najgorszą Matką na Świecie.
Oto "Masza i Miedwied". Być może trzeba urodzić się i żyć po tej stronie oceanu, żeby zrozumieć i docenić jej urok.
piątek, 24 lutego 2012
czwartek, 16 lutego 2012
TATA
Jest coś, czego mu zazdroszczę.
Nie znam absolutnie nikogo, kto potrafi zabawiać pisklaki tak, jak on. Nikogo, kto wkraczając w ich świat nagle staje się jednym z nich, ba, nareszcie staje się sobą.
Ma głowę tak pełną pomysłów na zabawy, że nie powstydziłby się ich niejeden pedagog – zabawy proste, niewyszukane, z użyciem najbanalniejszych rekwizytów, a wciągające i dające zajęcie na długie godziny. Mecz piłki nożnej rozgrywany na stole przez tuzin żołnierzyków kostką do gry? Proszę bardzo. Sklep spożywczy z użyciem pustych opakowań po produktach, które chomikuję w kuchni? Nie ma sprawy. Do tego szukanie skarbów na plaży zakopanych niepostrzeżenie pięć minut wcześniej, albo prawdziwych, wyrzuconych przez fale. Rysowanie okularów, wąsów i kapeluszy twarzom na zdjęciach w zeszłotygodniowej gazecie. Robienie papierowych pieniążków z użyciem monety i ołówka. Wyścigi resoraków zjeżdżających po równi pochyłej książki do angielskiego. Budowanie fortec z pudełek, wieżowców z kart do gry i wycinanie serwetek z papieru (sic!). Ta lista nie ma końca, a gdy weny brak, zawsze pozostają jeszcze zapasy na dywanie – ich dwóch przeciw niemu jednemu.
Chcę, aby takim go pamiętali.
Tak jak ja, mimo wszystkiego, co nastąpiło potem, pamiętam mojego Tatę opowiadającego mi najwspanialsze, bo jego własne, bajki przed zaśnięciem.
sobota, 11 lutego 2012
WIECZOREM
Czuję się jak przekłuty balon.
Czasem dałabym się pokroić i ugotować za trochę ciszy.
Zbieram wtedy myśli jak malutkie koraliki rozsypane na dywanie. Nabożnie oddzielam włóczkowe pasemka, chowam do właściwych szufladek. Guziczki, szkiełka, kamyczki. Nim nastanie ranek, podelektuję się tym spokojem i ładem. Pooddycham cichą muzyką w ciepłym półmroku.
Rano znów odkryję pięć dróg do chaosu.
czwartek, 9 lutego 2012
czwartek, 2 lutego 2012
WINTER - SURPRISE
Nijak nie mogę wpisać się w zbiorową tendencję do narzekania na mróz i wygrażania pięścią zimie, która wsunęła stopę między zamykające się za nią drzwi a futrynę. Słońce ozłaca budynki, zimno jest, ale nie przeszywa wilgocią, a piece wreszcie (!) napełniły brzuchy czarnymi bryłami. Mało brakowało a ta zima minęłaby im na przymusowej diecie składającej się z drewnianych budowlanych resztek. Osobisty mój Janosik hartuje ciało i umysł w codziennym porannym biegu z pisklakiem do świątyni wiedzy, pozwalając mi złapać jeszcze odrobinę snu przed nabraniem rozpędu. Wydolność czasową obojga wspaniałomyślnie pominę milczeniem. Podobno najgorzej jest mieszkać blisko i mieć poczucie, że zawsze się zdąży.
Uświadomiłam sobie ostatnio, że noszę w sobie garść obrazów z przeszłości, które, choć bolesne, wspominam z rzewnością i których bardziej nie chcę niż nie potrafię wyrzucić z pamięci. Zakrawa to na masochizm, gdy nastaje czas, że wywlekam je z najgłębszych zakamarków umysłu, otrzepuję z kurzu i oglądam pod światło z każdej strony. Przeniesienie się na jeden wieczór w inną rzeczywistość, powrót do poprzedniego tomu i wczytanie się w jego rozdziały przynosi mi niesamowite uczucie oczyszczenia.
piątek, 20 stycznia 2012
DZIEŃ ZA DNIEM
Dni płyną jeden za drugim, zimy nadal nie widać, wiosenne myśli pomalutku zaczynają kiełkować we mnie jak nasionka lnu na parapecie. Przeglądam kartki kalendarza, niecierpliwymi krzyżykami poganiam czarne i czerwone cyfry.
Pisklęta obrastają w piórka, czubią się i lubią; najmniejsze rozpędza się w eksplorowaniu otaczającego świata, co na tym etapie daje jeszcze radość większą niż utrapienie.
Zaczynam nieśmiało zerkać w stronę tamborka, już tęsknię, już korci mnie, żeby choć parę chwil wieczornych poświęcić na ulubioną dłubaninę. Usypiając, widzę kolejne wzory w oprawach, na ścianach i na stołach, aż boję się, że gdy znów zanurzę się w ich świecie, zatracę się w nim kosztem innych, ważniejszych spraw.
Radość przynoszą mi spotkania z Młodszą, smuci zaś rozmijanie się z A. i M. oraz to, że ostatnio ciągle jakoś nam nie po drodze. Mam złość na siebie, że zajęta swoimi najbliższymi tak niewiele czasu i uwagi mam teraz do zaoferowania przyjaciółkom. Jednocześnie wiem, że to naturalny, przejściowy stan i czuję wdzięczność, że w mądrości swojej nie oczekują ode mnie dwojenia się i trojenia.
niedziela, 1 stycznia 2012
NA TEN 2012
Nowy Rok nastał. Nowe nadzieje i plany, nowe wyzwania.
Osobiście życzyłabym sobie uporania się z grubą skorupą, którą obrosłam wystawiona na serię mniejszych i większych rozczarowań, na które zupełnie nie byłam przygotowana w minionym roku.
Cierpliwości i wytrwałości w szlifowaniu charakteru małego egocentryka, który wyrósł na piersi mojej własnej; obym była dobrą podporą dla młodych pędów niekoniecznie pnących się strzeliście do samego nieba, wzdłuż jedynej słusznej drogi, jaką mu obmyśliłam. Obym umiała pozwolić mu czasem zbłądzić i przemoczyć buty nie biegnąc za nim z parasolem i chusteczką do nosa.
Obym czasem pozwoliła zatęsknić za sobą pracownikom służby zdrowia, niechby cotygodniowe wizyty z zasmarkaną gromadką przestały być rutyną.
I żeby zwiotczała wypukłość w okolicach mojej talii, pamiątka po ostatnim lokatorze, wchłonęła się sama pod wpływem uporczywych myśli jako jedynego środka zaradczego.
A czego życzyć Wam?



