piątek, 15 marca 2013

MARCOWO GARNCOWO

Ten marzec naprawdę daje popalić. Końca zimy nie widać, depresja zimowa staje się jakąś dolegliwością narodową. Wszyscy jak jeden mąż mają dość. Ale chyba nikt aż tak bardzo, jak ja.
Poszukuję wciąż siebie. Siebie z przed. Chociażby z przed roku, gdy umiałam cieszyć się szczęściem i pławić w nim, mimo zmęczenia. A może to zmęczenie było jego źródłem, nie wiem. Gdy karuzela spowalnia, wynajduję wyimaginowane problemy. Głupia.

Gniazdowanie wymuszone pogodą potęguje poczucie monotonii i słabości. Ja jestem uzależniona od słońca i od mocowania się z rzeczywistością. Pełnę ręce roboty do zatracenia to chyba mój lek na chandrę. Jednak rytm dnia małego pisklaka i obowiązki szkolne najstarszego determinują codzienne plany i ograniczają ilość ruchów. Na pociesznie oglądam widoki z  miejsc skąpanych w słońcu i marzę, żeby dokonać rewolucji: zwinąć majdan, dzieci pod pachę i ruszyć tam, gdzie śnieg pada tylko w bożonarodzeniowych bajkach.







sobota, 2 marca 2013

TRZY ŻYWIOŁY

Dziś jakoś smutniej mi niż zwykle.
Czasem harmider mnie przytłacza, zwłaszcza, gdy coraz trudniej złapać nić porozumienia z prawie dziewięciolatkiem. Poza domem ułożony, taktowny, opiekuńczy i dojrzały, w domu dla odmiany histeryk i manipulant, drażliwy i łatwo wpadający w złość. Do tego prawdziwy artysta - ciągle błądzi myślami, zawiesza się, przerywa czynności, w efekcie czego notorycznie szukamy klucza do szkolnej szafki, ładowarki, kapci i pendrive'a. I gaduła, jakich mało. Ostatnio kontakt z nim to ciągłe słowne przepychanki, gdy jajko chce być mądrzejsze, a kura też ma parę brzydkich nawyków pedagoga. Mam nadzieje, że wypracuję sobie jakiś sposób na ogarnięcie go, zanim wkroczymy w jego najtrudniejszy wiek.

Średni chłopczyk to zupełnie inny typ osobowości. Wesoły, ale refleksyjny, łobuz ale z gołębim sercem. Wszystko co robi, robi w skupieniu i z wielkim oddaniem, choć żartujemy też, że ma wdzięk słonika w składzie porcelany - uwielbia huk, hałas i intensywne doznania, których nie szczędzi także i nam. Skrzętnie ukrywa swoją wrażliwość, uczucia wyraża wyłącznie za pomocą gestów.

A maluszek... wisienka na torcie, radosny maleńki skrzacik, który wszędzie dotrze, wykorzysta absolutnie każda chwilę nieuwagi, aby wygrzebać ziemie z doniczki, wspiąć się na pianino i bębnic KOLANKAMI miarowe akordy, wysmarować szafkę nocną i jej okolice kremem do rąk, stanąć na otwartych drzwiach zmywarki, wyrzucić na podłogę całą zawartość mojej szafy, umyć podłogę w łazience moim najlepszym żelem pod prysznic i szczotką do WC, pokolorować flamastrem monitor, próbować włożyć smoczek do (zaślepionego) kontaktu. Słowem - żywioł, jakiego moje oczy jeszcze nie widziały.