Nerwowo jakoś od paru dni. Ciekawe, dlaczego?
Skrajne emocje kumulują się i odbijają rykoszetem od seledynowych ścian, choć zieleń podobno uspokaja. Trafiają na każdego, kto się pojawi w zasięgu mojego wzroku. Niedobrze mieć bombę zegarową w głowie, wsłuchiwać się w jej tykanie. Najlepiej nie czekać, nie myśleć, działać! Ale pole działania coraz bardziej ograniczone przez ociężałą fizyczność i armię palców pukających się w czoło - że jak to tak, że niepoważnie, że nierozsądnie, po prostu bez wyobraźni. Że może być różnie i lepiej nie szarżować. Nawet buty się zbu(n)towały i odmawiają gładkiego wślizgu na dziwnie obce, nieforemne kończyny.

