sobota, 28 września 2013

SPORTOWCZAK

Straszak spełnia marzenia, a ja tracę głos na trybunach :D Mąż mój do dziś boleje, że jego rodzice nie widzieli ani jednego meczu własnego syna, nie z braku możliwości a z braku chęci  - dlatego nasz syn rodzicielskim wsparciem mógłby obdzielić jeszcze kilku kolegów.



niedziela, 18 sierpnia 2013

SURVIVAL 2013

Długo oczekiwany wyjazd, kolizja i rozwalona przyczepa, powrót i zmiana planów, zepsuty samochód nr 1, kolejna zmiana planów, wyjazd samochodem nr 2, upały, burze i woda w namiocie, przeboje z akumulatorem i elektroniką, ale jak widać, i tak było fajnie 

środa, 3 kwietnia 2013

JUST THE OTHER WAY ABOUT

Wiosna zrobiła nam prawdziwy prima aprilis. Niby jest, a wcale jej nie ma.
Długotermimowe prognozy pogody mamią nas i drażnią. Dają nadzieję i ją odbierają. Głaszczą po głowie i dają po łapach. Śniegu po kolana, pączków na drzewach ani śladu! Niebo notorycznie pod wstrętną poszarzałą pierzyną. Żal tylko tych ptaszeczków, co z rana cieniutko swoje radosne - tuilit, tuilit...
Aby uniknąć codziennych rozczarowań aurą, postanowiłam przestać wyczekiwać wiosny, zbuntować się, zwrócić się w przeciwnym kierunku, zaprzestać rozpoczynania dnia od przeciągania się i odsłaniania zasłon. Teraz najpierw sennie owijam się w puchaty szlafrok, nastawiam wodę na herbatę, oczywiście zieloną z kardamonem,  człapię do łazienki. Jakby nigdy nic. Jakby wcale mnie to nie obchodziło. Jak pogoda grudniowa to i ja grudniowa.
Czytam książki o wychowaniu. Piskląt. Co to latać się uczą i dziobią, częściej niż czasem. Już wiem, że wystarczy  pomilczeć zamiast szukać rozwiązań. Przygładzić piórka, zrobić kisiel z jabłkiem. Pobyć bardziej razem. Bez słów.
Doglądam papierów dających nadzieję, że wicie nowego gniazda nabierze właściwego tempa.
Wpuszczam i wypuszczam kominiarzy walczących z nowymi a już szwankującymi piecami. Nie do wiary, jak bezgraniczna jest ludzka bezmyślność, krótkowzroczność i głupota. Nie wpadłabym w życiu na pomysł, żeby ZAMUROWAĆ drzwiczki wlotowe do komina, służące do czyszczenia tegoż. W całym pionie. I żeby zasypać komin gruzem, czego skutkiem są kłęby czarnego dymu w pokoju małych dzieci, ilekroć próbuje się go ogrzać. A mieszkańcy naszej kamienicy mają takie właśnie pomysły. Czy to też przez tę pogodę? Czy pogoda tłumaczy aż takie zaćmienie szarych komórek?
Poza tym krzyżykuję. Madame Butterfly ma już prawie pół twarzy przysłoniętej burzą motyli i loków.
Słucham też audiobooków. To dla mnie absolutne odkrycie ostatniego czasu. Nie męczę oczu, nie męczę rąk, nie bolą mnie plecy i kark, a jednak czytam. Nie, mnie czytają. Prosto do ucha. Rozpieszczają mnie bajką na dobranoc. Dobra-noc. Noc dobra. Jak ciepły koc. Jest moc!

piątek, 15 marca 2013

MARCOWO GARNCOWO

Ten marzec naprawdę daje popalić. Końca zimy nie widać, depresja zimowa staje się jakąś dolegliwością narodową. Wszyscy jak jeden mąż mają dość. Ale chyba nikt aż tak bardzo, jak ja.
Poszukuję wciąż siebie. Siebie z przed. Chociażby z przed roku, gdy umiałam cieszyć się szczęściem i pławić w nim, mimo zmęczenia. A może to zmęczenie było jego źródłem, nie wiem. Gdy karuzela spowalnia, wynajduję wyimaginowane problemy. Głupia.

Gniazdowanie wymuszone pogodą potęguje poczucie monotonii i słabości. Ja jestem uzależniona od słońca i od mocowania się z rzeczywistością. Pełnę ręce roboty do zatracenia to chyba mój lek na chandrę. Jednak rytm dnia małego pisklaka i obowiązki szkolne najstarszego determinują codzienne plany i ograniczają ilość ruchów. Na pociesznie oglądam widoki z  miejsc skąpanych w słońcu i marzę, żeby dokonać rewolucji: zwinąć majdan, dzieci pod pachę i ruszyć tam, gdzie śnieg pada tylko w bożonarodzeniowych bajkach.







sobota, 2 marca 2013

TRZY ŻYWIOŁY

Dziś jakoś smutniej mi niż zwykle.
Czasem harmider mnie przytłacza, zwłaszcza, gdy coraz trudniej złapać nić porozumienia z prawie dziewięciolatkiem. Poza domem ułożony, taktowny, opiekuńczy i dojrzały, w domu dla odmiany histeryk i manipulant, drażliwy i łatwo wpadający w złość. Do tego prawdziwy artysta - ciągle błądzi myślami, zawiesza się, przerywa czynności, w efekcie czego notorycznie szukamy klucza do szkolnej szafki, ładowarki, kapci i pendrive'a. I gaduła, jakich mało. Ostatnio kontakt z nim to ciągłe słowne przepychanki, gdy jajko chce być mądrzejsze, a kura też ma parę brzydkich nawyków pedagoga. Mam nadzieje, że wypracuję sobie jakiś sposób na ogarnięcie go, zanim wkroczymy w jego najtrudniejszy wiek.

Średni chłopczyk to zupełnie inny typ osobowości. Wesoły, ale refleksyjny, łobuz ale z gołębim sercem. Wszystko co robi, robi w skupieniu i z wielkim oddaniem, choć żartujemy też, że ma wdzięk słonika w składzie porcelany - uwielbia huk, hałas i intensywne doznania, których nie szczędzi także i nam. Skrzętnie ukrywa swoją wrażliwość, uczucia wyraża wyłącznie za pomocą gestów.

A maluszek... wisienka na torcie, radosny maleńki skrzacik, który wszędzie dotrze, wykorzysta absolutnie każda chwilę nieuwagi, aby wygrzebać ziemie z doniczki, wspiąć się na pianino i bębnic KOLANKAMI miarowe akordy, wysmarować szafkę nocną i jej okolice kremem do rąk, stanąć na otwartych drzwiach zmywarki, wyrzucić na podłogę całą zawartość mojej szafy, umyć podłogę w łazience moim najlepszym żelem pod prysznic i szczotką do WC, pokolorować flamastrem monitor, próbować włożyć smoczek do (zaślepionego) kontaktu. Słowem - żywioł, jakiego moje oczy jeszcze nie widziały.




środa, 27 lutego 2013

OKRUCHY Z ŻYCIA

Wciąż nie mam czasu na pisanie ani pomysłu na zajmująca opowieść między gotowaniem kaszki, sprawdzaniem lekcji a nauką czytania. Na opowieść, która zajmowałaby większe grono, niż mnie samą. Postanowiłam więc, że zanim się na nowo rozkręcę, skupię się na zdjęciach, które robię. Niech stanowią swoisty zapis codzienności, która mnie pochłania, niech będą zatrzymaniem się nad ulotnymi chwilami, do których tak lubię wracać. 





 

sobota, 19 stycznia 2013