piątek, 18 marca 2011

PADA I PADA

-Mamo, ale ten deszcz to tylko po to, żeby za kilka dni zazieleniły się trawniki!

Łatwo mówić, kiedy jeszcze nie ma się mokrego kółka na plecach pod nieprzemakalną (?!) zimową kurtką i grubym swetrem. Deszczowego kółka. Jak Bonifacy przysiadam więc na schodkach przy piecu, ciepło rozchodzi się po kościach uginających się codzień pod słodkim ciężarem.

Mimo wszystko w środku kiełkują pierwiosnki; widać gołym okiem, że lada moment przyroda nabierze rozpędu i rozbucha się w obfitości zieleni i zapachów. Mam wrażenie, że wszyscy już odliczamy dni stukając palcami w blaty stołów. Ja odliczam podwójnie, zachłanna bestia, kiwając się na boki jak wańka wstańka :)


Za to w domu, na osłodę, pączki z serka „homo-nie wiadomo” – szybka akcja a wielka radość




niedziela, 13 marca 2011

BYŁO MIŁO, ALE SIĘ ZBYŁO

Wiosenna wycieczka do zamku na wodzie pomału staje się naszą tradycją. Cała zimę czekałam na ten dzień. Może powinniśmy topić Marzannę w wojnowickiej fosie? Nie spodobałoby się to miejscowym kaczkom, które, niby obojętne, kątem oka łapczywie wypatrują u nas czerstwych okruchów.

Nasze osobiste pisklęta plus jedno wyrośnięte, przysposobione na ten dzień, wychodziły z siebie równie radośnie jak z puchowych kurtek i polarowych czap. Efektem wychodzenia z siebie jest jedno stłuczone kolano, ubłocone po kostki buty, obwódki wokół paznokci (sic!) i trzy pary rozradowanych, błyszczących ślepi. Podobno dzieci dzielą się na czyste i na szczęśliwe. To nasze dziś po prostu nurzały się w szczęściu, choć i tak nie był to szczyt ich możliwości.




Odurzeni przejrzystym, wilgotnym powietrzem, śpiewem ptaków, ciepłymi podmuchami i błogostanem myśli, wróciliśmy do domu, aby dostać obuchem w łeb. Konkretnie ja i konkretnie w sam środek. Telefon z gądowskiego obozu wytrącił mnie z równowagi i zburzył spokój budowany przez całą niedzielę, przerodził się w wewnętrzną trzęsawkę i skołtunił wszystkie nitki w głowie, które tak skrupulatnie rozplątywałam w ostatnim czasie, gładziłam i nawijałam na zgrabne moteczki. Myślałam, że każdy już znalazł swoje miejsce i że mogę zasiąść do wyplatania nowego, barwnego i równiutkiego światopoglądu na temat tego, co dzieje się w pokrętnej relacji najbliższych mi osób. Nic z tego. Budowla runęła a opadający pył jeszcze długo będzie szczypał mnie w oczy

wtorek, 1 marca 2011

PRZEDSMAK







Upiłam się dziś słońcem. Już wróble drące się bez opamiętania pod oknem zapowiadały piękny, jak na początek marca, dzień. I miały rację. Poza tym poszukuję pączków – i tych tłustoczwartkowych, i tych na drzewach. Gdyby aura utrzymała się ze dwa tygodnie, na pewno dopatrzyłabym się soczystozielonych końcówek na żywopłotach