Dla zabicia nudy rekonwalescencji, przeglądam youtube ciesząc się, że wreszcie rozgryzłam tajniki umieszczania filmików na blogu.
Podzielę się dwoma, które zrobiły na mnie wrażenie.
Pierwszy oglądam z zachwytem i, wypadałoby napisać, wstrzymanym oddechem, choć w mojej sytuacji można mieć wątpliwości, co do przyczyny :) Chociaż nie jestem językoznawcą, temat języka jest mi bliski z racji wykształcenia; tym bardziej zachwyca mnie jeden z najrzadszych i najdziwniejszych języków świata. Ma w sobie coś magicznego, pięknego, zadziwia mnie jego wielofunkcyjność i, w gruncie rzeczy, prostota.
Ponieważ nie każdy zna angielski czy hiszpański, napiszę w skrócie, o czym mówią bohaterowie filmiku:
La Gomera to jedna z Wysp Kanaryjskich, kraina gór i dolin, gdzie gwizdanie jest sposobem komunikowania się na duże odległości. Początki tradycji gwizdania nie są znane, bowiem od lat dzieciaki uczyły się go na ulicy. Gdy Hiszpania znajdowała się pod dyktaturą Franco, na wyspie używano gwizdania jako sposobu ostrzegania przed zbliżającą się hiszpańską żandarmerią. Używano go również jako szybkiego sposobu na wezwanie księdza czy lekarza.
Tradycja gwizdania wydaje się być wieczna, tym bardziej, że dziś również uczy się jej w szkołach.
Drugi filmik również dotyczy języka, choć nie tak bezpośrednio, jak pierwszy. Niemniej robi wrażenie, może mniej nostalgicznie, a bardziej na wesoło:
Dodatkową atrakcją jest mina prowadzącego program.
Z podziękowaniem dla W., przyjaciela, na którym poznałam się w przysłowiowej biedzie.