Lato jest wyjątkowo łaskawe w tym roku. Gdy już, już mam zacząć oswajać się z myślą o jego przemijaniu (właściwie próbuję robić to od... czerwca), nagle pojawia się szereg upalnych dni. Nawet nie śmiem narzekać - niech trwają jak najdłużej, niech mamią mnie, durzą i wyciskają ze mnie siódme poty! Jedynie szarówka za oknem o coraz wcześniejszej porze przypomina mi, że to już schyłek.
Starszy Pan, o którym pisałam parę miesięcy temu, awansował na "Zapasowego Dziadka" moich pisklaków. Cieszy mnie ta znajomość ogromnie, zadziwia i martwi widok postępującego zniedołężnienia i coraz większych problemów z pamięcią. Wzrusza, jak dalece Jego kondycja fizyczna rozbiega się ze stanem ducha - w ostatnim czasie Pan J. stał się prawdziwym "dziadkiem adopcyjnym" tajlandzkiej dziewczynki, której dom i rodzinę zabrało tsunami...Wraz z żoną zobowiązali się łożyć na jej utrzymanie i edukację - dzielić się tym co mają zadając kłam mentalności i postawie przeciętnego polskiego emeryta.
Poza tym dzieje się niewiele i wiele zarazem.
Nowe zawodowe wyzwanie okazało się trudniejsze, niż mogło się wydawać. Droga do sukcesu bywa wyboista... najgorsze, gdy zawodzi "czynnik ludzki" - np. szef kuchni, który kładzie imprezę i traci posadę zanim jeszcze naprawdę ją dostał. Jak mówią - okazja czyni złodzieja, a praca w miejscu z nieograniczonym dostępem do trunków wysokoprocentowych obnaża najpaskudniejsze cechy i słabości. Pewnie jeszcze nie raz przyjdzie mi poparzyć palce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz