Dziś jakoś smutniej mi niż zwykle.
Czasem harmider mnie przytłacza, zwłaszcza, gdy coraz trudniej złapać nić porozumienia z prawie dziewięciolatkiem. Poza domem ułożony, taktowny, opiekuńczy i dojrzały, w domu dla odmiany histeryk i manipulant, drażliwy i łatwo wpadający w złość. Do tego prawdziwy artysta - ciągle błądzi myślami, zawiesza się, przerywa czynności, w efekcie czego notorycznie szukamy klucza do szkolnej szafki, ładowarki, kapci i pendrive'a. I gaduła, jakich mało. Ostatnio kontakt z nim to ciągłe słowne przepychanki, gdy jajko chce być mądrzejsze, a kura też ma parę brzydkich nawyków pedagoga. Mam nadzieje, że wypracuję sobie jakiś sposób na ogarnięcie go, zanim wkroczymy w jego najtrudniejszy wiek.
Średni chłopczyk to zupełnie inny typ osobowości. Wesoły, ale refleksyjny, łobuz ale z gołębim sercem. Wszystko co robi, robi w skupieniu i z wielkim oddaniem, choć żartujemy też, że ma wdzięk słonika w składzie porcelany - uwielbia huk, hałas i intensywne doznania, których nie szczędzi także i nam. Skrzętnie ukrywa swoją wrażliwość, uczucia wyraża wyłącznie za pomocą gestów.
A maluszek... wisienka na torcie, radosny maleńki skrzacik, który wszędzie dotrze, wykorzysta absolutnie każda chwilę nieuwagi, aby wygrzebać ziemie z doniczki, wspiąć się na pianino i bębnic KOLANKAMI miarowe akordy, wysmarować szafkę nocną i jej okolice kremem do rąk, stanąć na otwartych drzwiach zmywarki, wyrzucić na podłogę całą zawartość mojej szafy, umyć podłogę w łazience moim najlepszym żelem pod prysznic i szczotką do WC, pokolorować flamastrem monitor, próbować włożyć smoczek do (zaślepionego) kontaktu. Słowem - żywioł, jakiego moje oczy jeszcze nie widziały.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz