Święta, święta i... Sylwester. Dla odmiany ciepło, rodzinnie, domowo. Nadspodziewanie. Rodzinnie nie zawsze oznaczało dobrze. A jednak. Wystarczyło wrzucić na luz, przymknąć oko na biel ścian, tandetną imitację świątecznego drzewka i braki w składzie ucztujących. Wystarczyło spojrzeć na dwa skrzaty kolędujace spontanicznie, radośnie i wbrew rodzinnej tradycji. Dopiero teraz, po 33 latach, zrozumiałam, że święta są w nas, nie w dwunastu potrawach na stole i świątecznej ramówce na ekranie. I że jeszcze nie wszystko stracone.
Oj tak, włączyć na luz! Mnie też się udało, ho ho ho, przybyli goście, każdy z miską w ręce. Grunt, to spotkanie, nie spina i kwas.
OdpowiedzUsuńBuziaki:)
Właśnie właśnie
OdpowiedzUsuń