Jestem zaskoczona i zawstydzona własną reakcją na w sumie dobre, pozytywne wieści. A jednak podświadomość potrafi płatać figle. Sztruksowe cudeńko w kolorze kawy z mlekiem z lila wstawkami zaczeka na półce na inną szczęściarę. Mój świat pozostanie światem połatanych dżinsów, Batmana, Spidermana, dinozaurów i gwiezdnych konstelacji na suficie. Ale i tak będzie ciekawie, czasem ciężko, czasem śmiesznie, to pewne.
Zatopiona w myślach pochylam się nad miską z ciastem. Muszę, po prostu czuję nieodpartą potrzebę zrobienia czegoś na przekór, pod prąd. Inaczej pęknę, uduszę się. Co prawda trzecie dzieło naszego duetu jest chcąc-niechcąc głośnym manifestem przeciw standardom panującym w mojej rodzinie, a teraz także kubłem zimnej wody na gorące dyskusje jak być powinno, i na koncert życzeń ukierunkowany na jedna zdartą płytę, daje mi więc pewne poczucie satysfakcji. Ale mam niedosyt. Pierwszym symbolicznym gestem niech będą te wytrawne muffinki z serem, pieczarkami, oliwkami, dużą ilością chilli i curry. Nie szczędzę przypraw. A niech to. Czy ja zawsze musze być taka mleczno-kawowa, aksamitno-lukrowa i akuratna?
O jejeku:) No to pewnie zaskoczenie dla tych sukienkowych prezentów:) Muffinki wyglądają cudnie!
OdpowiedzUsuńA dziękuję :)
OdpowiedzUsuńA żebyś widziała te gusła nade mną - i wszystko w łeb :D