Łatwo mówić, kiedy jeszcze nie ma się mokrego kółka na plecach pod nieprzemakalną (?!) zimową kurtką i grubym swetrem. Deszczowego kółka. Jak Bonifacy przysiadam więc na schodkach przy piecu, ciepło rozchodzi się po kościach uginających się codzień pod słodkim ciężarem.
Mimo wszystko w środku kiełkują pierwiosnki; widać gołym okiem, że lada moment przyroda nabierze rozpędu i rozbucha się w obfitości zieleni i zapachów. Mam wrażenie, że wszyscy już odliczamy dni stukając palcami w blaty stołów. Ja odliczam podwójnie, zachłanna bestia, kiwając się na boki jak wańka wstańka :)
Za to w domu, na osłodę, pączki z serka „homo-nie wiadomo” – szybka akcja a wielka radość
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz