Dwa dni rozłąki owocują nową energią i pomysłami na zajęcie dwóch par małych i jednej dużych rąk. Najważniejsze jest pochylenie nad wspólnym dziełem, jakkolwiek proste i absurdalne miałoby ono nie być. Przerywane kuksańcami, uściskami, muchami w nosie i upadkami ze stołków wśród pisków i śmiechu.
Tyle jeszcze pomysłów mam, część prac zaczętych, poganiam więc siebie – szybciej, szybciej, bo za chwilę wszystko zawiśnie na kołku na czas nieokreślony. Czas, który stanie się towarem deficytowym, ręce przejmą zupełnie inne role, a karcący „magiczny palec” przestanie wychylać się z szeregu.
O jejku jejku, jakie cudeńka!:) Śliczne toto!
OdpowiedzUsuń