wtorek, 12 kwietnia 2011

ŻYJĘ!


Chciałoby się, żeby ten czas trwał w nieskończoność. Zielono mi, choć jednocześnie ciężko i niezgrabnie. Słupek za szybą z dnia na dzień wzbija się coraz wyżej i wszystko nabiera intensywności. Odnowione kamienice mienią się jaskrawymi kolorami w słońcu, a szarość starych elewacji już nie przygnębia. Nawet dzieci biegają, zdaje się, dwa razy szybciej, a w ich głowach mnożą się pomysły na kolejne szaleństwa.

Prawdę mówiąc, dni przypominają teraz obrazki w kalejdoskopie. Jest bajecznie, jest świetliście, tylko tempo dla mnie trochę za duże… A przecież mój rollercoaster dopiero się rozpędza!


Włączyło mi się poczucie misji. Poruszam niebo i ziemię, żeby ogrodzenie miejskiej fosy straciło symboliczność a zaczęło być tym, czym powinno. Syndrom wicia gniazda? Tym razem globalnie dla odmiany :D

2 komentarze:

  1. Przekornie Ci powiem, niezgodnie. Po to matkie dziecki majom, coby je trzymała:) patrzyłam z wysoka na całkowity brak ogrodzeń i też było dobrze, mimo, że niebezpiecznie. Ludzie mózgów używają. Ot co. Ale jeśli Ci to radochę sprawia....no no, walcz, Kochana!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to wiem i własne trzymam, ale na cudze nieszczęście patrzeć nie mogie. A byłam świadkiem prawie tragedii, więc we mnie tąpnęło

    OdpowiedzUsuń