czyli czasu brak. Na wszystko.
Brak mi czasu, żeby poczytać blogi, które uwielbiam. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się nadgonić.
Nie mam czasu na książkę, choć zaczyna doskwierać mi jej głód.
Nie mam czasu na rower, choć uwielbiam, gdy w pędzie podskakuje mi grzywka a przede mną błyskają co chwila wyszczerzone z radości zęby starszaka.
Nie mam czasu na pomarszczenie opuszków pod pachnącą pianką (prysznic przy kąpieli w wannie to jak McDrive przy wieczorze w restauracji).
Na krzyżyki też czasu brak, zdradziłam je najpodlej, bo rzucając w niepamięć.
Brak go na spanie. Na narzekanie. Na nicnierobienie. I na milczenie.
No halo, tak się nie da! Zupełnie nic od Ciebie nie zależy? Czy to chwilowe i trzeba zacisnąć zęby?
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że "chwilowe" i oby ta "chwila" nie trwała do osiemnastki najmłodszego pisklaka :)
OdpowiedzUsuń