czwartek, 28 czerwca 2012

MAGDA P.

Około dwóch miesięcy temu obejrzałam w telewizji film dokumentalny pt. „Magda, miłość i rak”. 
Główna bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dawno nie spotkałam osoby tak pięknej zarówno fizycznie jak i duchowo. Mądra, spokojna, uparta, uśmiechnięta, lecz z uśmiechem w moim odczuciu nieco smutnym, właściwym osobom, które widzą więcej, czują głębiej, które przeszły zbyt wiele. 
Historia Magdy była podwójnie wzruszająca – dziewczyna, u której zdiagnozowano rozsianego raka piersi, zakochała się na zabój i dowiedziała się, że jest w ciąży. Wbrew radom wielu lekarzy postanowiła zaryzykować i urodzić dziecko. Udało się: mimo chemioterapii na świat przyszedł upragniony, zdrowy synek.
Walka  Magdy z chorobą nabrała nowego wymiaru, sama Magda – potężnego kopa do walki o siebie. Założyła fundację pomagającą chorym kobietom uporać się z chorobą, nauczyć nietraktowania raka jak wyroku. Pomagała innym jak tylko mogła i była żywym świadectwem, że z tą straszną chorobą też da się żyć, da się być szczęśliwym.
Parę tygodni temu oglądałam kolejny wywiad z Nią. Jak zwykle wyglądała i mówiła pięknie. Niestety, miłość Jej życia odeszła, został pięcioletni synek i choroba. Przeszła obustronną mastektomię, 9 chemioterapii, planowała wyjazd do Chin w celu dalszego leczenia. Choroba wracała, a dzielna Mama, moja rówieśniczka (!), za każdym razem brała się z nią za bary i nie odpuszczała.

Wczoraj dowiedziałam się, że przegrała. Odeszła w zeszły piątek, w wieku 34 lat, po 8 latach życia i zmagań z rakiem.

Obyś nadal rósł w miłości, jaką Ona Cię otaczała, mały Leosiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz