Dwa miesiące temu dostałam od T. miejski rower. Piękny. Zgrabna, czarna damka, z koszyczkiem i szerokim, skórzanym siodełkiem. Spełnienie moich marzeń. Nie żeby jakiś tam mercedes wśród rowerów, ale też nie składak z Tesco.
Z natury traktuję rzeczy przedmiotowo, bliska mi jest filozofia życiowego minimalizmu.
Jest jednak kilka takich przedmiotów, które uwielbiam i traktuję w sposób szczególny; dbam o nie i dzięki temu służą mi przez lata. Identyfikują mnie, bardzo lubię ich dotyk, wygląd, wspomnienia z nimi związane. Darzę je wyjątkowym uczuciem. Należą do nich: wieczne pióro, portfel, ażurowa srebrna obrączka, zegarek, kubek do herbaty i martensy Mary Jane. Ostatnio dołączył do nich rower, "mój rumak" jak o nim mówiłam.
Dziś stał się tylko wspomnieniem, gdy zostawiłam go na 5 minut przed przychodnią.
Wracałam pieszo do domu i płakałam.
Wracałam pieszo do domu i płakałam.
Wiem, że obudzę się rano i jeszcze nie będę mogła w to uwierzyć.

Buuu:( Przykre są miasta.
OdpowiedzUsuńPrzykrzy są ludzie i ich sposób myślenia.
OdpowiedzUsuń