sobota, 2 marca 2013

TRZY ŻYWIOŁY

Dziś jakoś smutniej mi niż zwykle.
Czasem harmider mnie przytłacza, zwłaszcza, gdy coraz trudniej złapać nić porozumienia z prawie dziewięciolatkiem. Poza domem ułożony, taktowny, opiekuńczy i dojrzały, w domu dla odmiany histeryk i manipulant, drażliwy i łatwo wpadający w złość. Do tego prawdziwy artysta - ciągle błądzi myślami, zawiesza się, przerywa czynności, w efekcie czego notorycznie szukamy klucza do szkolnej szafki, ładowarki, kapci i pendrive'a. I gaduła, jakich mało. Ostatnio kontakt z nim to ciągłe słowne przepychanki, gdy jajko chce być mądrzejsze, a kura też ma parę brzydkich nawyków pedagoga. Mam nadzieje, że wypracuję sobie jakiś sposób na ogarnięcie go, zanim wkroczymy w jego najtrudniejszy wiek.

Średni chłopczyk to zupełnie inny typ osobowości. Wesoły, ale refleksyjny, łobuz ale z gołębim sercem. Wszystko co robi, robi w skupieniu i z wielkim oddaniem, choć żartujemy też, że ma wdzięk słonika w składzie porcelany - uwielbia huk, hałas i intensywne doznania, których nie szczędzi także i nam. Skrzętnie ukrywa swoją wrażliwość, uczucia wyraża wyłącznie za pomocą gestów.

A maluszek... wisienka na torcie, radosny maleńki skrzacik, który wszędzie dotrze, wykorzysta absolutnie każda chwilę nieuwagi, aby wygrzebać ziemie z doniczki, wspiąć się na pianino i bębnic KOLANKAMI miarowe akordy, wysmarować szafkę nocną i jej okolice kremem do rąk, stanąć na otwartych drzwiach zmywarki, wyrzucić na podłogę całą zawartość mojej szafy, umyć podłogę w łazience moim najlepszym żelem pod prysznic i szczotką do WC, pokolorować flamastrem monitor, próbować włożyć smoczek do (zaślepionego) kontaktu. Słowem - żywioł, jakiego moje oczy jeszcze nie widziały.




środa, 27 lutego 2013

OKRUCHY Z ŻYCIA

Wciąż nie mam czasu na pisanie ani pomysłu na zajmująca opowieść między gotowaniem kaszki, sprawdzaniem lekcji a nauką czytania. Na opowieść, która zajmowałaby większe grono, niż mnie samą. Postanowiłam więc, że zanim się na nowo rozkręcę, skupię się na zdjęciach, które robię. Niech stanowią swoisty zapis codzienności, która mnie pochłania, niech będą zatrzymaniem się nad ulotnymi chwilami, do których tak lubię wracać. 





 

sobota, 19 stycznia 2013

środa, 31 października 2012

poniedziałek, 22 października 2012

czwartek, 6 września 2012

PA RUSSKI

Coś dla odmiany. Ogłaszam: starzeję się. Nadmiar patosu i duża doza kiczu przestaje mi tak bardzo przeszkadzać. Aż sama się zdziwiłam. A pięć oktaw i vibratto tego pana przyprawia mnie o gęsią skórkę.



I jeszcze coś dla najmłodszych. U mnie w domu doskonale spełnia swoją rolę. 

środa, 5 września 2012

piątek, 24 sierpnia 2012

OKRUSZKI

Lato jest wyjątkowo łaskawe w tym roku. Gdy już, już mam zacząć oswajać się z myślą o jego przemijaniu (właściwie próbuję robić to od... czerwca), nagle pojawia się szereg upalnych dni. Nawet nie śmiem narzekać - niech trwają jak najdłużej, niech mamią mnie, durzą i wyciskają ze mnie siódme poty! Jedynie szarówka za oknem o coraz wcześniejszej porze przypomina mi, że to już schyłek.

Starszy Pan, o którym pisałam parę miesięcy temu, awansował na "Zapasowego Dziadka" moich pisklaków. Cieszy mnie ta znajomość ogromnie, zadziwia i martwi widok postępującego zniedołężnienia i coraz większych problemów z pamięcią. Wzrusza, jak dalece Jego kondycja fizyczna rozbiega się ze stanem ducha - w ostatnim czasie Pan J. stał się prawdziwym "dziadkiem adopcyjnym" tajlandzkiej dziewczynki, której dom i rodzinę zabrało tsunami...Wraz z żoną zobowiązali się łożyć na jej utrzymanie i edukację - dzielić się tym co mają zadając kłam mentalności i postawie przeciętnego polskiego emeryta.

Poza tym dzieje się niewiele i wiele zarazem.

Nowe zawodowe wyzwanie okazało się trudniejsze, niż mogło się wydawać. Droga do sukcesu bywa wyboista... najgorsze, gdy zawodzi "czynnik ludzki" - np. szef kuchni, który kładzie imprezę i traci posadę zanim jeszcze naprawdę ją dostał. Jak mówią - okazja czyni złodzieja, a praca w miejscu z nieograniczonym dostępem do trunków wysokoprocentowych obnaża najpaskudniejsze cechy i słabości. Pewnie jeszcze nie raz przyjdzie mi poparzyć palce.