niedziela, 11 września 2011

DZIEŃ, W KTÓRYM ŚWIAT TĄPNĄŁ





Równo dziesięć lat temu, późnym rankiem, krzątając się po kuchni wiele tysięcy kilometrów stąd, odebrałam telefon. Dzwoniła Trish ze szpitala, w którym pracowała: „Szybko włącz telewizor, zobacz, co się dzieje!”

Sięgnęłam po pilota, po chwili z ignoranckim uśmieszkiem patrzyłam, jak samolot wbija się w potężny budynek. „Po jakie licho Trish każe mi oglądać z rana jakąś kiczowatą produkcję z gatunku disaster?! Zawracanie głowy” pomyślałam sobie. Byłam zła, ale odruchowo podgłośniłam dźwięk. „No no, ale efekty niczego sobie. Takie filmy mogą robić tylko tutaj. Co za realizm…”

Nagle poczułam, jak kamienna lawina zaczyna przetaczać się przez tył mojej głowy, oblał mnie zimny pot, przysiadłam na oparciu sofy i zastygłam. Nie potrafię określić ile minut zajęło mi uświadomienie sobie, że to nie był film.

Nie będę rozpisywać się o tym, co było później - o niebywałych korkach na ulicach i pozamykanych lotniskach, o przeciążeniu sieci komórkowych i linii telefonicznych do tego stopnia, że nikt nie mógł do nikogo się dodzwonić. O złowieszczej ciszy w gwarnych zazwyczaj miejscach i o ponurych wielogodzinnych dyskusjach przed telewizorem. O syrenach i kościelnych dzwonach, o tłumaczeniu dzieciom brutalnej prawdy krojonej na miarę emocji ośmiolatka, choć nam samym trudno było ogarnąć ją rozumem. O drżącym głosie mojej Mamy, gdy wreszcie udało mi się dodzwonić do Polski. I wreszcie o moim największym w życiu strachu, czy aby dramatycznym zbiegiem okoliczności nie jestem świadkiem początku trzeciej wojny światowej, w obliczu której błahostką i nieporozumieniem jest moje świeżo złamane serce.

1 komentarz:

  1. Ja to zobaczyłam w sklepie z urządzeniami elektrycznymi. Przyszłam po grzejnik, bo wrzesień był zimny. Na ekranie wystawionego telewizora właśnie samolot uderzał w wieżowiec, nie zwróciłam specjalnie uwagi, bo też myślałam że to film. Dopiero sprzedawca, powiedział patrz pani co się dzieje. Szczęka mi opadła i wymamrotałam "o Boże"...

    OdpowiedzUsuń