czwartek, 28 października 2010

PTASZYDŁO






Krzyżyk za krzyżykiem, gorzko-czekoladowa Madame Butterfly rośnie w siłę. Szarpie mi nerwy i uspokaja zarazem. Nie wiem, skąd wzięło się we mnie takie dziwne masochistyczne zamiłowanie do kłucia palców i wyginania pleców w łuk.

Marznę niemiłosiernie. Niedługo zamienię się w kraczącą wronę, w moją ś.p. babcię obleczoną szmatkami, chustkami i gałgankami, albo w starą wiedźmę siedzącą przy piecu i łypiącą spode łba kaprawym okiem. Palce mam blade, chude i lodowate, choć herbata parzy gardło i opuszki.

A propos wron: wczoraj byłam świadkiem przedziwnej sytuacji. Wlokąc się z parku, idąc wzdłuż niewysokiego murku przy galeriowcu (tyle ohydnym co słynnym w całym mieście), usłyszałam głośne karakanie jakby tuż tuż za moim uchem. Wyjrzałam za murek, a tam ogromne, czarne ptaszysko z potężnym stalowym dziobem rozkraczyło się na dachu bordowego „nówka nieśmigana” samochodu i darło się wniebogłosy, w przerwach dziobiąc Bogu ducha winną uszczelkę… Zatrzymałam się i nie dowierzając własnym oczom zastanawiałam się, co powinnam zrobić i czy tak wyglądały Ptaszydła z "Ronji, córki zbójnika". Po chwili dogoniły mnie moje pisklaki i ze śmiechem zaczęły śledzić tę hiczkokowską scenę, a ptaszysko bezczelnie i złowrogo patrzyło im w oczy, aż zażegnałam myśl o ataku na nie badylem z pobliskiego drzewa. Pierwszy raz wystraszyłam się… ptaka. Po głowie latało mi 1000 myśli i wyobraziłam sobie jakąś biedną właścicielkę Peżota ubolewającą nad zniszczonym i podrapanym pazurami dachem, ale widząc zagęszczający się tłumek rozbawionych gapiów wycofałam się po tchórzowsku ciągnąc za sobą dwa małe kaptury.
Utwierdziłam się jednak w niechęci do wron, gawronów i tym podobnych. Jak ja wytrzymam do wiosny?

1 komentarz:

  1. Wytrzymasz bo musisz;)
    A ja gawrony kocham, chciałabym mieć takiego w domu, bardzo mądre są dranie:)Jeśli nie gawrona, to srokę.

    OdpowiedzUsuń