środa, 6 października 2010

RUSZYŁO MNIE

Jaśnie Pan na włościach



A myślałam, że już nic, że niewiele jest w stanie wzbudzić moje zdziwienie, niesmak, wewnętrzne veto, a jednak.
Rusza mnie widok dwóch kresek upublicznionych do granic możliwości na portalu społecznościowym. Rusza mnie zdjęcie USG, wyżymane ze swojej tajemniczości, wyrwane z intymnej chwili, by wszyscy życzliwi i nie, mogli „cieszyć się” razem z nami. Rusza mnie zakrwawione dziecię łapiące pierwszy oddech, zaciskające opuchnięte powieki w błysku flesza. Gdzie jest granica? Nie wiem. Ale wiem, że pora odejść

A wokół mnie zimno. Może to stąd ten sceptycyzm? Syrena wyje jak zwykle.
Już nie budzi we mnie strachu o czyjeś życie, w przeciwnym razie musiałabym zamierać w bezruchu co kilkanaście minut

Nie wyrywa mnie nawet z zamyślenia nad ciepłym popołudniem, gdy ruszyliśmy ferajną wgłąb obornickich lasów w poszukiwaniu ciszy, zgniłej zieleni, ochry i złocistych brązów.
Nie spiesz się zimo, my jeszcze nie gotowi do snu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz