środa, 31 sierpnia 2011

U SCHYŁKU LATA


Jutro kolejny przewrót. Pofastrygowana przeze mnie logistyka popęka jak za ciasna spódnica i będę znów zszywać – tu zbiorę, tam dodam, a może i łata gdzieś się przytrafi. Wiadomo - rok szkolny. A przez kolejne miesiące będę się prężyć i wyginać, poprawiać i sprawdzać, czy wreszcie pasuje na miarę naszej powiększonej gromadki i codziennych zajęć.


Od kilkunastu dni zaczynam podskórnie odczuwać nadchodzącą jesień. Wieczory już dawno chłodne i wilgotne, choć słońce w południe jeszcze potrafi zaczarować i zmylić. Zieleń drzew traci na soczystości, a może to moje oko masochistycznie dopatruje się rdzawych odcieni…? A ja mam taki niedosyt! Lato w tym roku mignęło mi gdzieś obok, kojarzę zaledwie parę kadrów. Zresztą - cóż to za lato: garstka upalnych dni. Dobrze, że mogę nawdychać się i otumanić ciepłym zapaszkiem pisklęcia, zwinę się więc w kulkę, obkręcę kilka razy w miejscu i zalegnę w moim domowym zaciszu. Przeczekam.

2 komentarze:

  1. Wszyscy będziemy musieli przeczekać. Lato w tym roku było niesprawiedliwe i powinno się wakacje przesunąć o miesiąc jeszcze :) Ja lubię wszystki pory roku ale gdy kończy się lato i zima czegoś zawsze żałuję:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano smętnie. Mam tak samo, oprócz pisklęcia.

    OdpowiedzUsuń