Smutne wieści płyną z gadającego pudła. Znowu media karmią się ludzkimi dramatami, których ostatnio jakby więcej; skłania mnie to do częstszego, niż zwykle, zastygania w zadumaniu.
Zastanawia mnie, jakiego dna trzeba sięgnąć i w jaką otchłań beznadziei wpaść, żeby nie dać sobie szansy na jakiekolwiek zmiany. Bo póki życia, póty szans na to, że coś się wydarzy, niechby nawet i cud.
Zawsze, kiedy było mi diabelnie źle, powtarzałam sobie, że grunt to zachować spokój i jeśli nie da się zrobić już nic - odpuścić, pozwolić rzeczom dziać się samym, tak po prostu. Oblekałam się wtedy w niewidzialny kokon i w stanie emocjonalnego odrętwienia - czekałam. Jakoś zawsze po niedługim czasie następowała zmiana, jakiś zwrot wydarzeń, rzucający nowe światło na trapiące mnie problemy.
Kiedy życie umknie, nie ma już szans na nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz