czwartek, 16 lutego 2012

TATA


Jest coś, czego mu zazdroszczę.

Nie znam absolutnie nikogo, kto potrafi zabawiać pisklaki tak, jak on. Nikogo, kto wkraczając w ich świat nagle staje się jednym z nich, ba, nareszcie staje się sobą.

Ma głowę tak pełną pomysłów na zabawy, że nie powstydziłby się ich niejeden pedagog – zabawy proste, niewyszukane, z użyciem najbanalniejszych rekwizytów, a wciągające i dające zajęcie na długie godziny. Mecz piłki nożnej rozgrywany na stole przez tuzin żołnierzyków kostką do gry? Proszę bardzo. Sklep spożywczy z użyciem pustych opakowań po produktach, które chomikuję w kuchni? Nie ma sprawy. Do tego szukanie skarbów na plaży zakopanych niepostrzeżenie pięć minut wcześniej, albo prawdziwych, wyrzuconych przez fale. Rysowanie okularów, wąsów i kapeluszy twarzom na zdjęciach w zeszłotygodniowej gazecie. Robienie papierowych pieniążków z użyciem monety i ołówka. Wyścigi resoraków zjeżdżających po równi pochyłej książki do angielskiego. Budowanie fortec z pudełek, wieżowców z kart do gry i wycinanie serwetek z papieru (sic!). Ta lista nie ma końca, a gdy weny brak, zawsze pozostają jeszcze zapasy na dywanie – ich dwóch przeciw niemu jednemu.

Chcę, aby takim go pamiętali.

Tak jak ja, mimo wszystkiego, co nastąpiło potem, pamiętam mojego Tatę opowiadającego mi najwspanialsze, bo jego własne, bajki przed zaśnięciem.




2 komentarze:

  1. Achhhh, Szczęściaro, masz na co dzień do czynienia z reliktem! Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulindo kochana, każdy facet to duży dzieciak, nie wiesz?! ;) Pozdrawiam pączkowo

      Usuń