poniedziałek, 13 sierpnia 2012

czwartek, 9 sierpnia 2012

SWEET SNAIL HOME

Spełniło się moje dziecięce marzenie i udaliśmy się w podróż z "domkiem ślimaka". 
Podejrzewałam już dawno, a teraz mam pewność, że caravaning szalenie mnie kręci. Dzięki niemu nawet w najodleglejszym miejscu masz poczucie, że wciąż jesteś u siebie, tylko widok za oknem jest inny, niż zazwyczaj.


Inny widok, inni sąsiedzi - przeważnie przemili ludzie z różnych środowisk, miejsc, przedziałów wiekowych; Duńczycy, Holendrzy, Niemcy, Szwedzi i oczywiście nasi krajanie, a wszystkich łączy jedna pasja - jeżdżenie to tu, to tam, z domem na kółkach. Dla wielu to sposób życia, rodzaj filozofii, dla niektórych odskocznia od codzienności za biurkiem. Radość daje też niezależność - od pogody, od cen, od standardów panujących w pensjonatach, hotelach, letnich apartamentach. Standardy wyznaczasz sobie sam, podobnie jak plan zajęć, pory posiłków a nawet miejsce będące celem wyjazdu. I swoboda od świtu do zmierzchu, o jakiej pisklaki mieszkające w mieście mogą tylko pomarzyć.

 

piątek, 3 sierpnia 2012

niedziela, 15 lipca 2012

MAŁE JEST PIĘKNE

zwłaszcza, gdy ściska już tylko palec w gonitwie za tym, co nieznane, niezwykłe, nowe i fascynujące. Moje obolałe plecy wygięte w znak zapytania i uczucie, że za chwilę rozsypię się jak puzzle przy jednym niefortunnym ruchu. Nieważne. Fascynacja światem małego człowieka pochłania jak czarna dziura w kosmosie. Krążę jak wolny elektron usuwając przeszkody sprzed pędzących stópek - upadające krzesła, szafki i szuflady czyhające na maleńkie paluszki, rzesze tycich ludzików, które rozłażą się co rano po wszystkich kątach, kubki i dzbanki muszące stać zawsze na brzegu stołu.

Proszę Państwa, nowy Forrest Gump nadchodzi.

wtorek, 10 lipca 2012

MĄDROŚĆ


- Jaki był Twój najszczęśliwszy dzień w życiu?

- Najszczęśliwszy dzień w życiu jest dziś. I był wczoraj. I tydzień temu też. I często jest. Gdy wstaję rano i świeci słońce. Gdy bawię się z K. i z L. Gdy gram w piłkę. Gdy idziemy razem na spacer albo na rowery. I na lody. I wtedy jest mi tak szczęśliwie w środku, że aż żal wieczorem kłaść się spać, żeby nie przespać tego szczęścia, mamo.

poniedziałek, 2 lipca 2012

IF YOU LOVE ME...

 
...I'll make you a star in my universe

czwartek, 28 czerwca 2012

MAGDA P.

Około dwóch miesięcy temu obejrzałam w telewizji film dokumentalny pt. „Magda, miłość i rak”. 
Główna bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dawno nie spotkałam osoby tak pięknej zarówno fizycznie jak i duchowo. Mądra, spokojna, uparta, uśmiechnięta, lecz z uśmiechem w moim odczuciu nieco smutnym, właściwym osobom, które widzą więcej, czują głębiej, które przeszły zbyt wiele. 
Historia Magdy była podwójnie wzruszająca – dziewczyna, u której zdiagnozowano rozsianego raka piersi, zakochała się na zabój i dowiedziała się, że jest w ciąży. Wbrew radom wielu lekarzy postanowiła zaryzykować i urodzić dziecko. Udało się: mimo chemioterapii na świat przyszedł upragniony, zdrowy synek.
Walka  Magdy z chorobą nabrała nowego wymiaru, sama Magda – potężnego kopa do walki o siebie. Założyła fundację pomagającą chorym kobietom uporać się z chorobą, nauczyć nietraktowania raka jak wyroku. Pomagała innym jak tylko mogła i była żywym świadectwem, że z tą straszną chorobą też da się żyć, da się być szczęśliwym.
Parę tygodni temu oglądałam kolejny wywiad z Nią. Jak zwykle wyglądała i mówiła pięknie. Niestety, miłość Jej życia odeszła, został pięcioletni synek i choroba. Przeszła obustronną mastektomię, 9 chemioterapii, planowała wyjazd do Chin w celu dalszego leczenia. Choroba wracała, a dzielna Mama, moja rówieśniczka (!), za każdym razem brała się z nią za bary i nie odpuszczała.

Wczoraj dowiedziałam się, że przegrała. Odeszła w zeszły piątek, w wieku 34 lat, po 8 latach życia i zmagań z rakiem.

Obyś nadal rósł w miłości, jaką Ona Cię otaczała, mały Leosiu.

czwartek, 21 czerwca 2012

CRADLED IN LOVE

"Nie płacz za miłością
Płacz ze szczęścia, że żyjesz"

 Niegrzeczni chłopcy, a jak potrafią utulić.

wtorek, 12 czerwca 2012

NIEGODZIWOŚĆ


Dwa miesiące temu dostałam od T. miejski rower. Piękny. Zgrabna, czarna damka, z koszyczkiem i szerokim, skórzanym siodełkiem. Spełnienie moich marzeń. Nie żeby jakiś tam mercedes wśród rowerów, ale też nie składak z Tesco.
Z natury traktuję rzeczy przedmiotowo, bliska mi jest filozofia życiowego minimalizmu.
Jest jednak kilka takich przedmiotów, które uwielbiam i traktuję w sposób szczególny; dbam o nie i dzięki temu służą mi przez lata. Identyfikują mnie, bardzo lubię ich dotyk, wygląd, wspomnienia z nimi związane. Darzę je wyjątkowym uczuciem. Należą do nich: wieczne pióro, portfel, ażurowa srebrna obrączka, zegarek, kubek do herbaty i martensy Mary Jane. Ostatnio dołączył do nich rower, "mój rumak" jak o nim mówiłam.

Dziś stał się tylko wspomnieniem, gdy zostawiłam go na 5 minut przed przychodnią.

Wracałam pieszo do domu i płakałam.

Wiem, że obudzę się rano i jeszcze nie będę mogła w to uwierzyć.

czwartek, 7 czerwca 2012

MIKROCODZIENNOŚĆ

Udało mi się przeżyć i pierwszą komunię dziecka nr 1, i chrzciny dziecka nr 3, więc teraz psychicznie nastawiam się na przyjemności.
Obyło się prawie bez gaf, pomijając podanie imienia dziecka nr 1 zamiast dziecka nr 3 przed polaniem główki wodą. Cóż, przy trójce taka pomyłka to już chyba nie ciężki grzech?
Za to dramat był blisko, gdy kościelny do srebrnego dzbanuszka z wodą nalał WRZĄTKU. Gdyby nie czujność księdza, dziecię mogłoby nabyć uzasadnionych ateistyczno-antykościelnych poglądów. Albo być posądzone o opętanie.

Reszta przebiegła sprawnie.

Po wszystkim alba zawisła w szafie.
Umysł starszaka zawiesił się nad tabletem; stan ten trwał do wczoraj, gdy czasowa konfiskata mienia wyrwała go z raju wirtualnej piłki nożnej po raz kolejny czyniąc mnie Najgorszą Matką Na Świecie (dlaczego nie robi to już na mnie wrażenia?) Szachy nagle stały się passe. Rozmowy ze mną też: zmieniły się w smsy, a tego nie daruję.

Był i pierwszy wyjazd starszaka tam, gdzie nie sięga moja (nad)opiekuńczość i bezcenne staje się zaufanie do dziecka i jego samodzielności. Pierwszy taki test. Zdany z wyróżnieniem.
Wtedy też zobaczyłam jak wygląda czteroletnia tęsknota snująca się po domu. Ma wielkie oczy bardziej szare niż zwykle i smutek w uśmiechu.Wzdycha przy każdym obrocie z boku na bok gdy sen przychodzi później, niż zazwyczaj. Traci apetyt. I rozczula do granic.