piątek, 24 sierpnia 2012

OKRUSZKI

Lato jest wyjątkowo łaskawe w tym roku. Gdy już, już mam zacząć oswajać się z myślą o jego przemijaniu (właściwie próbuję robić to od... czerwca), nagle pojawia się szereg upalnych dni. Nawet nie śmiem narzekać - niech trwają jak najdłużej, niech mamią mnie, durzą i wyciskają ze mnie siódme poty! Jedynie szarówka za oknem o coraz wcześniejszej porze przypomina mi, że to już schyłek.

Starszy Pan, o którym pisałam parę miesięcy temu, awansował na "Zapasowego Dziadka" moich pisklaków. Cieszy mnie ta znajomość ogromnie, zadziwia i martwi widok postępującego zniedołężnienia i coraz większych problemów z pamięcią. Wzrusza, jak dalece Jego kondycja fizyczna rozbiega się ze stanem ducha - w ostatnim czasie Pan J. stał się prawdziwym "dziadkiem adopcyjnym" tajlandzkiej dziewczynki, której dom i rodzinę zabrało tsunami...Wraz z żoną zobowiązali się łożyć na jej utrzymanie i edukację - dzielić się tym co mają zadając kłam mentalności i postawie przeciętnego polskiego emeryta.

Poza tym dzieje się niewiele i wiele zarazem.

Nowe zawodowe wyzwanie okazało się trudniejsze, niż mogło się wydawać. Droga do sukcesu bywa wyboista... najgorsze, gdy zawodzi "czynnik ludzki" - np. szef kuchni, który kładzie imprezę i traci posadę zanim jeszcze naprawdę ją dostał. Jak mówią - okazja czyni złodzieja, a praca w miejscu z nieograniczonym dostępem do trunków wysokoprocentowych obnaża najpaskudniejsze cechy i słabości. Pewnie jeszcze nie raz przyjdzie mi poparzyć palce.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

czwartek, 9 sierpnia 2012

SWEET SNAIL HOME

Spełniło się moje dziecięce marzenie i udaliśmy się w podróż z "domkiem ślimaka". 
Podejrzewałam już dawno, a teraz mam pewność, że caravaning szalenie mnie kręci. Dzięki niemu nawet w najodleglejszym miejscu masz poczucie, że wciąż jesteś u siebie, tylko widok za oknem jest inny, niż zazwyczaj.


Inny widok, inni sąsiedzi - przeważnie przemili ludzie z różnych środowisk, miejsc, przedziałów wiekowych; Duńczycy, Holendrzy, Niemcy, Szwedzi i oczywiście nasi krajanie, a wszystkich łączy jedna pasja - jeżdżenie to tu, to tam, z domem na kółkach. Dla wielu to sposób życia, rodzaj filozofii, dla niektórych odskocznia od codzienności za biurkiem. Radość daje też niezależność - od pogody, od cen, od standardów panujących w pensjonatach, hotelach, letnich apartamentach. Standardy wyznaczasz sobie sam, podobnie jak plan zajęć, pory posiłków a nawet miejsce będące celem wyjazdu. I swoboda od świtu do zmierzchu, o jakiej pisklaki mieszkające w mieście mogą tylko pomarzyć.

 

piątek, 3 sierpnia 2012

niedziela, 15 lipca 2012

MAŁE JEST PIĘKNE

zwłaszcza, gdy ściska już tylko palec w gonitwie za tym, co nieznane, niezwykłe, nowe i fascynujące. Moje obolałe plecy wygięte w znak zapytania i uczucie, że za chwilę rozsypię się jak puzzle przy jednym niefortunnym ruchu. Nieważne. Fascynacja światem małego człowieka pochłania jak czarna dziura w kosmosie. Krążę jak wolny elektron usuwając przeszkody sprzed pędzących stópek - upadające krzesła, szafki i szuflady czyhające na maleńkie paluszki, rzesze tycich ludzików, które rozłażą się co rano po wszystkich kątach, kubki i dzbanki muszące stać zawsze na brzegu stołu.

Proszę Państwa, nowy Forrest Gump nadchodzi.

wtorek, 10 lipca 2012

MĄDROŚĆ


- Jaki był Twój najszczęśliwszy dzień w życiu?

- Najszczęśliwszy dzień w życiu jest dziś. I był wczoraj. I tydzień temu też. I często jest. Gdy wstaję rano i świeci słońce. Gdy bawię się z K. i z L. Gdy gram w piłkę. Gdy idziemy razem na spacer albo na rowery. I na lody. I wtedy jest mi tak szczęśliwie w środku, że aż żal wieczorem kłaść się spać, żeby nie przespać tego szczęścia, mamo.

poniedziałek, 2 lipca 2012

IF YOU LOVE ME...

 
...I'll make you a star in my universe

czwartek, 28 czerwca 2012

MAGDA P.

Około dwóch miesięcy temu obejrzałam w telewizji film dokumentalny pt. „Magda, miłość i rak”. 
Główna bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dawno nie spotkałam osoby tak pięknej zarówno fizycznie jak i duchowo. Mądra, spokojna, uparta, uśmiechnięta, lecz z uśmiechem w moim odczuciu nieco smutnym, właściwym osobom, które widzą więcej, czują głębiej, które przeszły zbyt wiele. 
Historia Magdy była podwójnie wzruszająca – dziewczyna, u której zdiagnozowano rozsianego raka piersi, zakochała się na zabój i dowiedziała się, że jest w ciąży. Wbrew radom wielu lekarzy postanowiła zaryzykować i urodzić dziecko. Udało się: mimo chemioterapii na świat przyszedł upragniony, zdrowy synek.
Walka  Magdy z chorobą nabrała nowego wymiaru, sama Magda – potężnego kopa do walki o siebie. Założyła fundację pomagającą chorym kobietom uporać się z chorobą, nauczyć nietraktowania raka jak wyroku. Pomagała innym jak tylko mogła i była żywym świadectwem, że z tą straszną chorobą też da się żyć, da się być szczęśliwym.
Parę tygodni temu oglądałam kolejny wywiad z Nią. Jak zwykle wyglądała i mówiła pięknie. Niestety, miłość Jej życia odeszła, został pięcioletni synek i choroba. Przeszła obustronną mastektomię, 9 chemioterapii, planowała wyjazd do Chin w celu dalszego leczenia. Choroba wracała, a dzielna Mama, moja rówieśniczka (!), za każdym razem brała się z nią za bary i nie odpuszczała.

Wczoraj dowiedziałam się, że przegrała. Odeszła w zeszły piątek, w wieku 34 lat, po 8 latach życia i zmagań z rakiem.

Obyś nadal rósł w miłości, jaką Ona Cię otaczała, mały Leosiu.

czwartek, 21 czerwca 2012

CRADLED IN LOVE

"Nie płacz za miłością
Płacz ze szczęścia, że żyjesz"

 Niegrzeczni chłopcy, a jak potrafią utulić.

wtorek, 12 czerwca 2012

NIEGODZIWOŚĆ


Dwa miesiące temu dostałam od T. miejski rower. Piękny. Zgrabna, czarna damka, z koszyczkiem i szerokim, skórzanym siodełkiem. Spełnienie moich marzeń. Nie żeby jakiś tam mercedes wśród rowerów, ale też nie składak z Tesco.
Z natury traktuję rzeczy przedmiotowo, bliska mi jest filozofia życiowego minimalizmu.
Jest jednak kilka takich przedmiotów, które uwielbiam i traktuję w sposób szczególny; dbam o nie i dzięki temu służą mi przez lata. Identyfikują mnie, bardzo lubię ich dotyk, wygląd, wspomnienia z nimi związane. Darzę je wyjątkowym uczuciem. Należą do nich: wieczne pióro, portfel, ażurowa srebrna obrączka, zegarek, kubek do herbaty i martensy Mary Jane. Ostatnio dołączył do nich rower, "mój rumak" jak o nim mówiłam.

Dziś stał się tylko wspomnieniem, gdy zostawiłam go na 5 minut przed przychodnią.

Wracałam pieszo do domu i płakałam.

Wiem, że obudzę się rano i jeszcze nie będę mogła w to uwierzyć.