Nie wierzę gazetom. Kolejny przepis wziął w łeb.
Od wczoraj chodził za mną sernik. Odkopałam wycinek z gazety ozdobiony pięknym kolorowym zdjęciem placka serowego. Pomyślałam – wreszcie jest okazja wypróbować, ważne ze z serem. Pieczołowicie odmierzałam składniki, nie dając się wciągnąć w pogawędkę z Małym Człowieczkiem. Aż zawstydził mnie: „ciągle mnie do pokoju wysyłas, a ja tu chcę pogadać do ciebie”. Odtąd zaczął się mój intensywny kurs, jakże pilny zresztą, podzielności uwagi.
50 min później na stole leżał dziwny twór z brązową, całkiem apetycznie wyglądającą skórką. Niestety, uroda placka zaczynała się i kończyła właśnie na skórce. Wnętrze wyglądało jak masa budyniowa, płaska, gęsta, gumowata i szybko uświadomiła mi klęskę. Tylko Mały Człowieczek, pulchny i niezwykle wyrozumiały degustator moich kulinarnych eksperymentów, otwarty na wszelkie doznania smakowo-estetyczne, nie zraził się i zażyczył sobie duży kawał tego czegoś; pooglądał go ze wszystkich stron, powąchał i wreszcie pochłonął z właściwym sobie namaszczeniem. A że jest nadzwyczajnie taktownym trzylatkiem, poprosił o więcej… Niestety, namacalny dowód mojej kolejnej kulinarnej porażki stygł już wtedy w śmietniku.
Kara za zdradzenie mojego kajecika ze sprawdzonymi przepisami mamy, babci i teściowej. Nigelli Lawson raczej już ze mnie nie będzie :)
jaki śliczny ten kajecik...tak tak, trzymaj się go:)
OdpowiedzUsuń