Po drugie: kwitnie po wielu latach, a po kwitnieniu obumiera. Hmmm...
Oto okaz z mojej okolicy.
http://doro-maketeanotlove.blogspot.com/.
Doro - jeszcze raz dziękuję.
No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
Zgodnie z wyobrażeniami moim światem zaczął rządzić chaos. Chaos pomysłów, planów i zadań, na który nie sposób się przygotować. Jednak pomaleńku, jak biały trójkącik na horyzoncie, zaczyna majaczyć rutynowa powtarzalność niektórych czynności niezwiązanych z obsługą rozkrzyczanej, pachnącej ciepłem i mlekiem, zwiniętej w koci kłębek, istoty.
Muszę przyznać, że rozczula mnie widok trzech par oczu wlepionych w nieświadomego swej roli pisklaka, silne włochate ramię wydobywające małe ciałko z przepastnej gondoli, i postawa króla dżungli dumnie acz niby przypadkiem pokazującego otoczeniu swój skarb.
Boli jedynie nieustające zmęczenie i skłonność do potrójnego widzenia, gdy świt puka w okno.
Nerwowo jakoś od paru dni. Ciekawe, dlaczego?
Skrajne emocje kumulują się i odbijają rykoszetem od seledynowych ścian, choć zieleń podobno uspokaja. Trafiają na każdego, kto się pojawi w zasięgu mojego wzroku. Niedobrze mieć bombę zegarową w głowie, wsłuchiwać się w jej tykanie. Najlepiej nie czekać, nie myśleć, działać! Ale pole działania coraz bardziej ograniczone przez ociężałą fizyczność i armię palców pukających się w czoło - że jak to tak, że niepoważnie, że nierozsądnie, po prostu bez wyobraźni. Że może być różnie i lepiej nie szarżować. Nawet buty się zbu(n)towały i odmawiają gładkiego wślizgu na dziwnie obce, nieforemne kończyny.
Rzeka udaje, że nie słyszy, co ją czeka, sunie przed siebie leniwie, a już niebawem zostanie przecięta wpół betonową wieloprzęsłową przepaską, awansuje do roli celebrytki. Ciekawe, czy więcej zyska na tej zmianie, czy jednak straci.
Jeszcze trochę, a będę napawać się jej widokiem na co dzień; przeciągając się rano za fruwającą firanką będę cieszyć oczy bujającymi kłosami traw, rozczochranymi czuprynami młodych brzózek i majestatem leciwych dębów
Na razie pozostaje mi bawić się w odróżnianie odgłosów miasta, sprzeczać się, czy to niebo złorzeczy, czy odjeżdża tramwaj nr 11. Dla miłych widoków nie wystarczy jednak wychylić się z okna
Od prawie tygodnia chodzi za mną smutny wzrok ośmiolatki porzuconej przez kobietę zwaną jej matką, oraz babkę, zwaną matką zastępczą, która, zgarnąwszy wszelkie możliwe zasiłki z racji pełnionej funkcji, wyemigrowała z życia małej na Wyspy i zerwała wszelki kontakt.
W tym roku na własne oczy widziałam dramat małej istoty kryjący się za zaciśniętymi wargami, gdy przyciskała do sukienki wymiętoszoną laurkę na Dzień Matki, zapewne w nadziei, że stanie się cud i będzie miała komu ją podarować. Cudu jednak nie było - nie było matki, babki, dziadka ani jego nowej ukochanej, nie było żadnej cioci, znajomej ani nikogo, komu L. byłaby nieobojętna. Były za to te wielkie smutne oczy i wytrenowany uśmiech, gdy koleżanki i koledzy z piskiem rzucili się na szyje swoich rodziców po szkolnej akademii. I widok ten będzie mnie już chyba prześladował i dręczył do końca życia, ilekroć spojrzę na mój własny portret stworzony przez najukochańsze siedmioletnie ręce
...znów stanęłam z nimi twarzą w twarz. Na szczęście udało mi się je trochę odczarować, oswoić, uświadamiając sobie jednocześnie, że jestem tym, kim jestem, i to ja panuję nad moim życiem a nie one. Że wszystkie boleści Tamtego Czasu, paprzące się przez lata jak źle oczyszczona rana, jednak zabliźniły się i jedyne, co chcę w sobie pielęgnować to dobre wspomnienia. To duża ulga móc tak powiedzieć patrząc w lustro monitora i gmerając we własnym wnętrzu.
Dziwię się przy tym kolejnemu zbiegowi okoliczności i sile moich myśli. Choć nie wierzę w telepatię to albo jednak bywam małą wiedźmą, albo po prostu los mój droczy się znów ze mną idąc mi na rękę bardziej niż na to liczę. Najprostsze rozwiązania są przecież najlepsze, nie spodziewałam się jednak, że ta księga otworzy się sama, i to od razu na odpowiedniej stronie