No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
piątek, 3 sierpnia 2012
niedziela, 15 lipca 2012
MAŁE JEST PIĘKNE
zwłaszcza, gdy ściska już tylko palec w gonitwie za tym, co nieznane, niezwykłe, nowe i fascynujące. Moje obolałe plecy wygięte w znak zapytania i uczucie, że za chwilę rozsypię się jak puzzle przy jednym niefortunnym ruchu. Nieważne. Fascynacja światem małego człowieka pochłania jak czarna dziura w kosmosie. Krążę jak wolny elektron usuwając przeszkody sprzed pędzących stópek - upadające krzesła, szafki i szuflady czyhające na maleńkie paluszki, rzesze tycich ludzików, które rozłażą się co rano po wszystkich kątach, kubki i dzbanki muszące stać zawsze na brzegu stołu.
Proszę Państwa, nowy Forrest Gump nadchodzi.
Proszę Państwa, nowy Forrest Gump nadchodzi.
wtorek, 10 lipca 2012
MĄDROŚĆ
- Jaki był Twój najszczęśliwszy dzień w życiu?
- Najszczęśliwszy dzień w życiu jest dziś. I był wczoraj. I
tydzień temu też. I często jest. Gdy wstaję rano i świeci słońce. Gdy bawię się
z K. i z L. Gdy gram w piłkę. Gdy idziemy razem na spacer albo na rowery. I na lody. I wtedy jest
mi tak szczęśliwie w środku, że aż żal wieczorem kłaść się spać, żeby nie przespać tego
szczęścia, mamo.
poniedziałek, 2 lipca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
MAGDA P.
Około dwóch miesięcy temu obejrzałam w telewizji film dokumentalny pt.
„Magda, miłość i rak”.
Główna bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dawno
nie spotkałam osoby tak pięknej zarówno fizycznie jak i duchowo. Mądra,
spokojna, uparta, uśmiechnięta, lecz z uśmiechem w moim odczuciu nieco smutnym,
właściwym osobom, które widzą więcej, czują głębiej, które przeszły zbyt wiele.
Historia Magdy była podwójnie wzruszająca – dziewczyna, u
której zdiagnozowano rozsianego raka piersi, zakochała się na zabój i dowiedziała
się, że jest w ciąży. Wbrew radom wielu lekarzy postanowiła zaryzykować i
urodzić dziecko. Udało się: mimo chemioterapii na świat przyszedł upragniony,
zdrowy synek.
Walka Magdy z chorobą
nabrała nowego wymiaru, sama Magda – potężnego kopa do walki o siebie. Założyła
fundację pomagającą chorym kobietom uporać się z chorobą, nauczyć nietraktowania
raka jak wyroku. Pomagała innym jak tylko mogła i była żywym świadectwem, że z
tą straszną chorobą też da się żyć, da się być szczęśliwym.
Parę tygodni temu oglądałam kolejny wywiad z Nią. Jak zwykle
wyglądała i mówiła pięknie. Niestety, miłość Jej życia odeszła, został pięcioletni synek i
choroba. Przeszła obustronną mastektomię, 9 chemioterapii, planowała wyjazd do
Chin w celu dalszego leczenia. Choroba wracała, a dzielna Mama, moja
rówieśniczka (!), za każdym razem brała się z nią za bary i nie odpuszczała.
Wczoraj dowiedziałam się, że przegrała. Odeszła w zeszły piątek, w wieku 34 lat, po 8 latach życia i zmagań z rakiem.
czwartek, 21 czerwca 2012
CRADLED IN LOVE
"Nie płacz za miłością
Płacz ze szczęścia, że żyjesz"
Niegrzeczni chłopcy, a jak potrafią utulić.
wtorek, 12 czerwca 2012
NIEGODZIWOŚĆ
Dwa miesiące temu dostałam od T. miejski rower. Piękny. Zgrabna, czarna damka, z koszyczkiem i szerokim, skórzanym siodełkiem. Spełnienie moich marzeń. Nie żeby jakiś tam mercedes wśród rowerów, ale też nie składak z Tesco.
Z natury traktuję rzeczy przedmiotowo, bliska mi jest filozofia życiowego minimalizmu.
Jest jednak kilka takich przedmiotów, które uwielbiam i traktuję w sposób szczególny; dbam o nie i dzięki temu służą mi przez lata. Identyfikują mnie, bardzo lubię ich dotyk, wygląd, wspomnienia z nimi związane. Darzę je wyjątkowym uczuciem. Należą do nich: wieczne pióro, portfel, ażurowa srebrna obrączka, zegarek, kubek do herbaty i martensy Mary Jane. Ostatnio dołączył do nich rower, "mój rumak" jak o nim mówiłam.
Dziś stał się tylko wspomnieniem, gdy zostawiłam go na 5 minut przed przychodnią.
Wracałam pieszo do domu i płakałam.
Wracałam pieszo do domu i płakałam.
Wiem, że obudzę się rano i jeszcze nie będę mogła w to uwierzyć.
czwartek, 7 czerwca 2012
MIKROCODZIENNOŚĆ
Udało mi się przeżyć i pierwszą komunię dziecka nr 1, i chrzciny dziecka nr 3, więc teraz psychicznie nastawiam się na przyjemności.
Obyło się prawie bez gaf, pomijając podanie imienia dziecka nr 1 zamiast dziecka nr 3 przed polaniem główki wodą. Cóż, przy trójce taka pomyłka to już chyba nie ciężki grzech?
Za to dramat był blisko, gdy kościelny do srebrnego dzbanuszka z wodą nalał WRZĄTKU. Gdyby nie czujność księdza, dziecię mogłoby nabyć uzasadnionych ateistyczno-antykościelnych poglądów. Albo być posądzone o opętanie.
Reszta przebiegła sprawnie.
Po wszystkim alba zawisła w szafie.
Umysł starszaka zawiesił się nad tabletem; stan ten trwał do wczoraj, gdy czasowa konfiskata mienia wyrwała go z raju wirtualnej piłki nożnej po raz kolejny czyniąc mnie Najgorszą Matką Na Świecie (dlaczego nie robi to już na mnie wrażenia?) Szachy nagle stały się passe. Rozmowy ze mną też: zmieniły się w smsy, a tego nie daruję.
Był i pierwszy wyjazd starszaka tam, gdzie nie sięga moja (nad)opiekuńczość i bezcenne staje się zaufanie do dziecka i jego samodzielności. Pierwszy taki test. Zdany z wyróżnieniem.
Wtedy też zobaczyłam jak wygląda czteroletnia tęsknota snująca się po domu. Ma wielkie oczy bardziej szare niż zwykle i smutek w uśmiechu.Wzdycha przy każdym obrocie z boku na bok gdy sen przychodzi później, niż zazwyczaj. Traci apetyt. I rozczula do granic.
czwartek, 10 maja 2012
DLA DINOZAURÓW
co to jak ja na Jacksonie się wychowały. Podoba mi się ten kawalek, zadziwia podobieństwo wokalu ale i smuci troszeczkę. Dziś już chyba nie ma rzeczy nie do podrobienia. Czy naprawdę wszystko już było? Czy doszliśmy do ściany?
środa, 9 maja 2012
BEZCZASIE
czyli czasu brak. Na wszystko.
Brak mi czasu, żeby poczytać blogi, które uwielbiam. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się nadgonić.
Nie mam czasu na książkę, choć zaczyna doskwierać mi jej głód.
Nie mam czasu na rower, choć uwielbiam, gdy w pędzie podskakuje mi grzywka a przede mną błyskają co chwila wyszczerzone z radości zęby starszaka.
Nie mam czasu na pomarszczenie opuszków pod pachnącą pianką (prysznic przy kąpieli w wannie to jak McDrive przy wieczorze w restauracji).
Na krzyżyki też czasu brak, zdradziłam je najpodlej, bo rzucając w niepamięć.
Brak go na spanie. Na narzekanie. Na nicnierobienie. I na milczenie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
