piątek, 29 lipca 2011

W BIEGU

Jaka szkoda, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny! Wziąć wałek i rozciągnąć ją o drugie tyle, albo podsypać drożdżami, podlać ciepłym mlekiem z cukrem i niech puchnie, niech rośnie ile się da! Może znalazłoby się miejsce w szalonej mozaice i na sen, i na gazetę, i na telefon do Bliskiej Osoby bez poczucia ograbiania kogoś kruchego z bardzo ważnej dla niego chwili. Najgorsze są ciągłe wybory tego-co-najpilniejsze, gdy w głowie ogonek zadań, a każde niecierpiące zwłoki. Bezwzględnym jurorem jest poczucie krzywdy małego człowieka – nie da się z nim dogadać przed wejściem na salę

Czas nieubłaganie cieknie jak przez dziurawe sito, wciąż patrzę i nie dowierzam, w jak odległym punkcie jestem od tego, co zamierzałam. Więc szybciej, szybciej! Na połamanie nóg, nie oglądaj się, tu uśmiech, tam krzepiący uścisk, kilka zdań o parę decybeli za głośno - niepotrzebnie, ale po co powtarzać dwa razy, kiedy można w tym samym czasie…

.

.

.

.

.

A tamborek usycha z tęsknoty

A sercowy patchwork wywrócony na lewą stronę zamarł w naburmuszonym bezruchu

Wcisnął się w najciemniejszy kąt drewnianej skrzyni


Tak, ja doskonale wiem, co to znaczy obetrzeć ukradkiem kącik oka

sobota, 23 lipca 2011

PAMIĄTKI Z KAMIENISKA







Wraz z powrotem ferajny z Kamieniska powiększyła się moja kolekcja letnich fotografii będących uzupełnieniem opowieści o dojeniu, karmieniu, lepieniu, mieleniu i wypiekaniu. Są równie ciekawe jak same historyjki w ustach siedmio- i trzylatka. Co mnie cieszy, moje miejskie dzieci potrafią znaleźć prawdziwą radość w obcowaniu z naturą, ich umysły nie zostały całkowicie pochłonięte i wyżymane przez telewizję i komputer o co tak zawzięcie walczę każdego dnia.

Dostałam też "czerwone koraaale, czerwone niczym wiiiino, korale z polnej jarzębiiiiny" uszlachetnione wymiętoszeniem przez trzyletnie palce i w nabożnym skupieniu nawleczone na nitkę. Na szczęście bez wielkich łez kogokolwiek.





WYCISZENIE I POWRÓT

Pięć dni mojego słomianego wdowieństwa i słomianego jedynactwa kociaka dobiega końca. I dobrze: tyle wystarczyło, żeby okrzepnąć i wrócić do pionu, żeby zatęsknić za wrzawą i przepychankami. Barwne bawełniane Himalaje poznikały z blatów i siedzisk, zdematerializowały się okruszki ciastek i strzępki papierków, gazet, ołówkowych obrzynek. Udało mi się nawet posłuchać paru zakurzonych płyt, poprzeglądać programy do tworzenia znaków wodnych i ponicnierobic w towarzystwie miłego niespodziewanego gościa.


Ogromne krople walą w okna, niebo pohukuje złowrogo, a dwa zmokłe wróble skuliły się w kątku pod balkonem sąsiadów i zapatrzone w siebie nawzajem ćwierkają jak zakochane nastolatki nic sobie nie robiąc z mojego nosa przyklejonego do szyby.


Jutro znów wskoczę na rozpędzoną karuzelę i będę próbowała wyłowić jakiś obraz, jakąś myśl z rozmazanych wirujących plam

wtorek, 19 lipca 2011

DLA NIEDOWIARKÓW

Po pierwsze: agawa MA kolce. AgaWa też.
Po drugie: kwitnie po wielu latach, a po kwitnieniu obumiera. Hmmm...

Oto okaz z mojej okolicy.


Nie wiem, czym zasłużyłam, ale dostałam pierwsze wyróżnienie, od Doro. Wysoko cenię Jej zdanie, tym większy to zaszczyt. Blogi Artystki mówią same za siebie:

http://wstarymsadzie.blogspot.com/
oraz
http://doro-maketeanotlove.blogspot.com/
.

Doro - jeszcze raz dziękuję.

poniedziałek, 11 lipca 2011

OD NOWA


Zgodnie z wyobrażeniami moim światem zaczął rządzić chaos. Chaos pomysłów, planów i zadań, na który nie sposób się przygotować. Jednak pomaleńku, jak biały trójkącik na horyzoncie, zaczyna majaczyć rutynowa powtarzalność niektórych czynności niezwiązanych z obsługą rozkrzyczanej, pachnącej ciepłem i mlekiem, zwiniętej w koci kłębek, istoty.

Muszę przyznać, że rozczula mnie widok trzech par oczu wlepionych w nieświadomego swej roli pisklaka, silne włochate ramię wydobywające małe ciałko z przepastnej gondoli, i postawa króla dżungli dumnie acz niby przypadkiem pokazującego otoczeniu swój skarb.

Boli jedynie nieustające zmęczenie i skłonność do potrójnego widzenia, gdy świt puka w okno.


środa, 6 lipca 2011

WRÓCIŁAM

...jako uśmiechnięta wydmuszka z pisklakiem u piersi; zaledwie parę dni a wrażenia jak słodko-gorzki koncentrat kilku ładnych lat. I początek nowej drogi. Uwielbiam ten magiczny czas

Dziękuję wszystkim życzliwym za trzymanie kciuków

I STAŁ SIĘ CUD






środa, 15 czerwca 2011

TYKANIE... I NIC

Nerwowo jakoś od paru dni. Ciekawe, dlaczego?

Skrajne emocje kumulują się i odbijają rykoszetem od seledynowych ścian, choć zieleń podobno uspokaja. Trafiają na każdego, kto się pojawi w zasięgu mojego wzroku. Niedobrze mieć bombę zegarową w głowie, wsłuchiwać się w jej tykanie. Najlepiej nie czekać, nie myśleć, działać! Ale pole działania coraz bardziej ograniczone przez ociężałą fizyczność i armię palców pukających się w czoło - że jak to tak, że niepoważnie, że nierozsądnie, po prostu bez wyobraźni. Że może być różnie i lepiej nie szarżować. Nawet buty się zbu(n)towały i odmawiają gładkiego wślizgu na dziwnie obce, nieforemne kończyny.



środa, 8 czerwca 2011

NASZA STOPA ŻYCIOWA






...czyli jak z niczego robi się dobrą zabawę :)


sobota, 4 czerwca 2011

NOSTALGICZNIE

W wolnej chwili przeglądam blogi tych, którzy już osiągnęli to, do czego dążę. To moje dążenie bywa nużące, przerywane różnymi zdarzeniami i ludzką nieżyczliwością, ale chyba najważniejsze, że wciąż jest, nie usycha, wciąż nakręca każdy dzień. Podpatrywanie, jak innym się udało daje siłę, nadzieję i chęć do dalszych zmagań.


Stara stodoła wciąż czeka na zburzenie, a mi żal, tyle ma uroku. Ile kryjówek ma w sobie, jak wiele widziała! Karłowata wierzba zapłacze się przecież na śmierć




Rzeka udaje, że nie słyszy, co ją czeka, sunie przed siebie leniwie, a już niebawem zostanie przecięta wpół betonową wieloprzęsłową przepaską, awansuje do roli celebrytki. Ciekawe, czy więcej zyska na tej zmianie, czy jednak straci.

Jeszcze trochę, a będę napawać się jej widokiem na co dzień; przeciągając się rano za fruwającą firanką będę cieszyć oczy bujającymi kłosami traw, rozczochranymi czuprynami młodych brzózek i majestatem leciwych dębów




Na razie pozostaje mi bawić się w odróżnianie odgłosów miasta, sprzeczać się, czy to niebo złorzeczy, czy odjeżdża tramwaj nr 11. Dla miłych widoków nie wystarczy jednak wychylić się z okna