No to start! Zaczynam niepewnie, jak skoczek na linie, jak kociak stąpający po kamieniach w strumieniu. Tu krok, tam dwa, zawahanie, jeden w tył i znów do przodu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Ścinek do ścinka, koralik do koralika, nitka do nitki. Uszyję kolorowy patchwork ze słów, myśli, wspomnień i marzeń. Opatulę się nim w chłodne wieczory i będę drzemać w bujanym fotelu
piątek, 26 sierpnia 2011
PRZESŁANIE
środa, 24 sierpnia 2011
DA SIĘ!
niedziela, 7 sierpnia 2011
ZAMYŚLENIE
Smutne wieści płyną z gadającego pudła. Znowu media karmią się ludzkimi dramatami, których ostatnio jakby więcej; skłania mnie to do częstszego, niż zwykle, zastygania w zadumaniu.
Zastanawia mnie, jakiego dna trzeba sięgnąć i w jaką otchłań beznadziei wpaść, żeby nie dać sobie szansy na jakiekolwiek zmiany. Bo póki życia, póty szans na to, że coś się wydarzy, niechby nawet i cud.
Zawsze, kiedy było mi diabelnie źle, powtarzałam sobie, że grunt to zachować spokój i jeśli nie da się zrobić już nic - odpuścić, pozwolić rzeczom dziać się samym, tak po prostu. Oblekałam się wtedy w niewidzialny kokon i w stanie emocjonalnego odrętwienia - czekałam. Jakoś zawsze po niedługim czasie następowała zmiana, jakiś zwrot wydarzeń, rzucający nowe światło na trapiące mnie problemy.
Kiedy życie umknie, nie ma już szans na nic.
piątek, 29 lipca 2011
W BIEGU
Jaka szkoda, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny! Wziąć wałek i rozciągnąć ją o drugie tyle, albo podsypać drożdżami, podlać ciepłym mlekiem z cukrem i niech puchnie, niech rośnie ile się da! Może znalazłoby się miejsce w szalonej mozaice i na sen, i na gazetę, i na telefon do Bliskiej Osoby bez poczucia ograbiania kogoś kruchego z bardzo ważnej dla niego chwili. Najgorsze są ciągłe wybory tego-co-najpilniejsze, gdy w głowie ogonek zadań, a każde niecierpiące zwłoki. Bezwzględnym jurorem jest poczucie krzywdy małego człowieka – nie da się z nim dogadać przed wejściem na salę
Czas nieubłaganie cieknie jak przez dziurawe sito, wciąż patrzę i nie dowierzam, w jak odległym punkcie jestem od tego, co zamierzałam. Więc szybciej, szybciej! Na połamanie nóg, nie oglądaj się, tu uśmiech, tam krzepiący uścisk, kilka zdań o parę decybeli za głośno - niepotrzebnie, ale po co powtarzać dwa razy, kiedy można w tym samym czasie…
.
.
.
.
.
A tamborek usycha z tęsknoty
A sercowy patchwork wywrócony na lewą stronę zamarł w naburmuszonym bezruchu
Wcisnął się w najciemniejszy kąt drewnianej skrzyni
Tak, ja doskonale wiem, co to znaczy obetrzeć ukradkiem kącik oka
sobota, 23 lipca 2011
PAMIĄTKI Z KAMIENISKA
Dostałam też "czerwone koraaale, czerwone niczym wiiiino, korale z polnej jarzębiiiiny" uszlachetnione wymiętoszeniem przez trzyletnie palce i w nabożnym skupieniu nawleczone na nitkę. Na szczęście bez wielkich łez kogokolwiek.
WYCISZENIE I POWRÓT
Pięć dni mojego słomianego wdowieństwa i słomianego jedynactwa kociaka dobiega końca. I dobrze: tyle wystarczyło, żeby okrzepnąć i wrócić do pionu, żeby zatęsknić za wrzawą i przepychankami. Barwne bawełniane Himalaje poznikały z blatów i siedzisk, zdematerializowały się okruszki ciastek i strzępki papierków, gazet, ołówkowych obrzynek. Udało mi się nawet posłuchać paru zakurzonych płyt, poprzeglądać programy do tworzenia znaków wodnych i ponicnierobic w towarzystwie miłego niespodziewanego gościa.
Ogromne krople walą w okna, niebo pohukuje złowrogo, a dwa zmokłe wróble skuliły się w kątku pod balkonem sąsiadów i zapatrzone w siebie nawzajem ćwierkają jak zakochane nastolatki nic sobie nie robiąc z mojego nosa przyklejonego do szyby.
Jutro znów wskoczę na rozpędzoną karuzelę i będę próbowała wyłowić jakiś obraz, jakąś myśl z rozmazanych wirujących plam
wtorek, 19 lipca 2011
DLA NIEDOWIARKÓW
Po drugie: kwitnie po wielu latach, a po kwitnieniu obumiera. Hmmm...
Oto okaz z mojej okolicy.
http://doro-maketeanotlove.blogspot.com/.
Doro - jeszcze raz dziękuję.
poniedziałek, 11 lipca 2011
OD NOWA
Zgodnie z wyobrażeniami moim światem zaczął rządzić chaos. Chaos pomysłów, planów i zadań, na który nie sposób się przygotować. Jednak pomaleńku, jak biały trójkącik na horyzoncie, zaczyna majaczyć rutynowa powtarzalność niektórych czynności niezwiązanych z obsługą rozkrzyczanej, pachnącej ciepłem i mlekiem, zwiniętej w koci kłębek, istoty.
Muszę przyznać, że rozczula mnie widok trzech par oczu wlepionych w nieświadomego swej roli pisklaka, silne włochate ramię wydobywające małe ciałko z przepastnej gondoli, i postawa króla dżungli dumnie acz niby przypadkiem pokazującego otoczeniu swój skarb.
Boli jedynie nieustające zmęczenie i skłonność do potrójnego widzenia, gdy świt puka w okno.